poniedziałek, 29 stycznia 2018

Bułgaria, Rumunia, majstersztyk


Gdańsk-Warszawa-Cascada Calior-Tulcea-Warna-Warszawa

 Ja jestem Włóczykij. Pisze jak mnie wena najdzie i chęć naleci. Ostatnio mnie naleciało ale jakieś lenistwo bo w domu siedziałem dwa tygodnie a tu zaległa trasa nadal nie opisana. Jednak po 6tygodniach ciężkiej tyry i jazdy po godzinach, mimo weekendów w domu dopiero siedząc ten tydzień w domu czujesz się oderwany i odpocząłeś. Nie samą trasą człowiek żyje, są też inne pasje. Pisanie traktuje jako wypełniacz czasu jeśli jest wolny w nadmiarze a tego nadmiaru nam kierowcom zawsze brakuje..
Tak btw. Na prawdę podziwiam pary, małżeństwa, które mimo tylu nieudogodnień i naszych delegacji nadal tworzą związek i wychowują dzieci. Szczęśliwi panowie! Macie kobiety ze stali i szanujcie je bo gatunek tych wiernych i wyrozumiałych jest na wymarciu:). Ja chyba zasiadłem gdzieś na rogu życiowego stołu i do tej pory tyle szczęścia nie miałem albo poprzez bierność nie chciałem mieć.. No nie zrozumiesz. Są kierowcy 'tirów' i ci, którzy wchodzą na Nanga Parbat zimą. Wrzuciłbym nas do jednego wora.. Mamy podobnie zryte berety..
 Po 6tygodniach idealnie zgranych ładunków nastał tydzień styczniowej posuchy i nie było co wybrać. Drugi tydzień mojego lenistwa polegał na tym, że w trasę poleciał nowy kierowca ale spadająca deska rozcięła mu łuk brwiowy także trzeba samemu siadać za stery i za pi r dalać bo auto jeszcze nie jest zdalnie sterowane.. Słowem wstępu byłoby tyle. Przenosimy się w czasie i jedziemy.:

 To była jedna z tych tras, które tygryski lubią najbardziej czyli majstersztyk z trzema doładunkami.
5 stycznia, piątek. Pierwsze dwa doładunki zabieramy z Gdańska. Jeden to maszyna do opisywanej już przeze mnie w poprzednich postach Tulcei, drugi to jedna paleta z klimatyzatorami do pensjonatu w górach. Trzeci doładunek z odprawą celną zabieram z Warszawy do Warny i jest to 200pudełek jak po butach wrzuconych luzem. Łącznie zaledwie 7 ton na całą naczepę.
 W trasę z domu ruszam w niedziele po 45 godzinach pauzy.

Poniedziałek 8 stycznia raczy nas pięknymi widokami i trasą nr 18, która nieoficjalnie jest niedostępna dla ciężarówek w zimę. Jednak tutaj po fali śniegów w listopadzie przyszły roztopy i mimo, iż mówili, że nie da się tam wjechać w zimę udałem głuchego i wjechałem:).








 Chłopaki z pensjonatu po klimatyzatory przyjechali busem a mi przyszło robić pauze obok pięknego klasyka; Scanii V8, dwuosiowa, na resorze i z hdsem. Wydaje się, że to nadal pracujący klasyk.
 We wtorek o świcie jedziemy na rozładunek nr 2. Tulcea. 530km poszło gładko jako, że teren tutaj już płaski a na pace lekko.



W stoczni Tulcea meldujemy się po południu, do zdjęcia tylko jedna maszyna więc w
miare szybko poszło. Zestaw jeszcze nigdy nie był tak brudny po zaledwie dwóch
dniach w trasie.. 


 

By kręcić pauze po rozładunku wyjechałem z firmy i stanąłem kilkaset metrów dalej. Okolica na pozór spokojna lecz gdy zapadł zmrok a ja spałem jakaś patologia z pobliskich bloków spuściła mi na oko około 60-80litrów paliwa. Zabrali dodatkowo oryginalny korek, na szczęście miałem ze sobą zapasowy.  Niech ich szlak.. No trudno zawsze musi być ten pierwszy raz.. Dobrze, że nie wyssali wszystkiego. Kiedys w Bułgarii też już mi spuszczali paliwo ale w porę się obudziłem i złodzieje uciekając zostawili kilkadziesiąt litrów paliwa w bańkach..
 W środę ruszyłem do Warny na rozładunek numer 3 i tu zaczęły się schody.. Nie zgadzała im się waga ładunku w dokumentach bo mieli podaną inną a towar był z odprawą celna, jakaś chińszczyzna. Pojechaliśmy na dwie wagi w pobliżu do innych firm i na jednej z nich spotkaliśmy kolejnego klasyka. Jedna z pierwszych wersji Kamaza KAMA3, też dwuosiówka na resorze. Ten na pewno był pracujący bo załadowany i gotowy do drogi. Piękny widok.. Z chęcią bym się przeniósł w te czasy bez wspomagania i wrzucania biegu z podwójnym sprzęgłem..
 Niestety w środę mnie nie rozładowali. Dopiero po licznych telefonach, wyjaśnianiach, sprawdzaniu kartonów wyjeżdżam stąd pusty w czwartek wieczorem wykręcając na rozładunku pauze 24godziny.. W sumie nic nie straciłem bo i tak 24godziny musiałbym kręcić gdzieś po drodze. Załadunek powrotny mamy 30km dalej w porcie Devnya Varna. Są to dwie skrzynie o łącznej wadze 7ton, tu również odprawa celna bo towar leciał dalej na Kazachstan.. Sam by poleciał:). Do załadunku było nas trzech. Razem dojechaliśmy do granicy rumuńskiej i dalej nasze drogi się rozjechały..
Na przejściu granicznym w Ruse pusto, żadnej kolejki. Może dlatego, że styczeń i robota lekko zamarła. Na Borsie to samo, bez problemów i bez kolejki. Do Barwinka dojeżdżamy na dwa strzały po drodze zaliczając pauze 11 godzin w rumuńskim hotelu. I za to szanuje Rumunie i jazdę landami. Hotelów, motelów, restauracji pod dostatkiem a i ceny przystępne. Drzwi od domu otwieram niedzielnym popołudniem. Zrzutkę tych skrzyń miałem we wtorek w Warszawie. Po rozładunku zjechałem już pusto do domu bo nic nowego ciekawego do załadowania nie było. Dopiero pod koniec tygodnia w piątek wspomniany na początku nowy kierowca poleciał na jedno kółko na Rumunie. Niestety doznał kontuzji łuku brwiowego no i narazie nie wiemy co dalej.. Dobrze, że wrócił cały..
Dzis tzn. w poniedziałek 29stycznia ładuje w Gdańsku kolejny raz stały ładunek do Tulcei. Tym razem to FTL 1/1.
Do relacji na bieżąco zapraszam na www.instagram.com/mgebczyk .
Pozdrawiam ciepło !
Gdańsk-Warszawa-GuraLalei-Tulcea-Warna-Warszawa
około 3900km
spalanie 29.5l/100km.

czwartek, 11 stycznia 2018

Trasa po świętach 'szybka Rumunia' i podsumowanie roku



 INSTAGRAM. Tam relacje zdjęciowe z tras.
 Kontynuując ciągłość wpisu, ostatnią grudniową trasę zaczynamy już w drugi dzień świat o godzinie 17. Tak, tak wiem, do 22 był zakaz ruchu pow.3.5tony ale ciemno już się zrobiło i nikt nie widział :D. Podjąłem takie ryzyko by wrócić na długi weekend sylwestrowy a w tym wyjeździe liczy się każda godzina.
Przyzwyczaiłem się już do tych lekkich ładunków:), nie inaczej jest tym razem bo na pace łącznie tylko 6 ton i 33europalety. Dostawy mamy aż w 4 miejsca(1x Jassy, 1x Suceava i 2x Targu Mures) i co najlepsze są to markety. Tak, dostawy do marketów; tu zawsze pojawia się obawa jak to tam będzie bo tam zawsze jest młyn..
Pierwsza nocka przebiegła spokojnie. Pojedli, pospali to i siły na maraton były. Gdy minąłem Rzeszów ruch całkowicie zamarł, osobówek znikoma ilość, parkingi puste a ciężarówki żadnej! No może kilka. Tak by mogło być codziennie..
 Środa, dojechaliśmy do Rumunii, jeszcze było ciemno gdy szedłem spać. W nocy na odcinku przed rumuńską granicą wpadłem w dziurę.. tu często wpada się w dziury, zwłaszcza gdy jest ciemno, leje deszcz a na jezdni kałuże i nie widzisz. Nie zauważyłem tego w nocy, dopiero po pauzie obchodząc auto dla sprawdzenia to dojrzałem. Od razu włos jeży się na głowie gdy widzisz coś takiego na przedniej osi i jesteś na parkingu. Pierwsza myśl to zapas, mamy zapas, najwyżej wymienimy, dawno tego nie grali, z rok nie wymieniałem zapasu w drodze a na przodzie tylko raz. Druga myśl
to; a może dojedziemy do najbliższej wulkanizacji? Guma ma 1,5roku, w każdej chwili może być bum ale jesteśmy w Rumunii, tu co 30km jest wulkanizacja. Pytając na stacji powiedzieli mniej więcej gdzie i wyszło 10km. Ryzyk fizyk. Dygając się dalszej jazdy poszedłem, jeszcze spróbować odkręcić zapas. Zawsze szło lekko, jednak gdy nie ruszane było przez rok, ubłocone, usolone, nie szło w żaden sposób odkręcić śruby od kosza do zapasu. Bez pneumatu nie było opcji. Decyzja jest prosta, musimy jechać. 10km wytrzyma.. przygotowany na najgorsze trzymam mocno kierownice i spokojnie dojeżdżamy do serwisu. Pneumat mają, zapas wymieniony, wszystko w porządku. Obiad już na spokojnie i jedziemy dalej, do celu. Dzień niestety krótki i najlepsze górskie odcinki przejechałem nocą.

Późną nocą meldujemy się w Iasi. Rozładunek jest w centrum gdzie mieliśmy zakaz ruchu ciężarówek. Śmiało jednak wjeżdżamy pod sam market i kręcimy pauze by rano ruszyć bez stratu cennego czasu pracy.


Czwartek.
Jak to zwykle bywa najpierw biorą małe busiki bo to małe i niby szybko ale ja też miałem tutaj zostawić tylko 9palet. Koniec końców wyjeżdżam stąd około południa. Wyjazd z pod tego marketu też dość ciekawy bo osobówki mijamy na żyletki. Na szczęście przeciskamy się i odcinka dalej. Auchan numer 2 jest w Suceawie, tutaj jesteśmy około godz. 15, sam szczyt poświątecznego szaleństwa zakupów.. Meksyk jednym słowem. Cały parking pod centrum handlowym zatkany, jedni muszą wyjechać żeby drudzy zaparkowali a ciężarówki z dostawą jadą tą samą drogą i to na koniec.. Mija 1,5h nim dojeżdżamy przez zaj...ny parking do celu. Cofamy, ruszamy do przodu i jesteśmy. Sam rozładunek zaś błyskawicznie. Nikogo nie ma. Uff. Najgorsze za nami, jeszcze tylko 2 miejsca w Targu Mures. Po wszystkim przychodzi czas na zasłużony obiad w uroczej scenerii przy rzece za tyłami budynku. Jeszcze tylko godzina w korku do wyjazdu i odcinka na Targu Mures.


 Tu już nie tak odcinka,
 raczej spokój bo droga wilgotna i śliska, my prawie pusto a w dodatku testujemy nową drogę którą nigdy jeszcze nie jechałem. Nr 15C, 15B i 15. Z Suceawy do Targu Mures. Teren górzysty, kręty, i dużo miejscowości. Stan jezdni jednak zadowalający. Trasę jedziemy nocą, zdjęć stąd nie ma.
Piątek, decydujący dzień naszego wrócę czy nie wrócę. Dwa rozładunki i załadunek w jednym mieście. Pociesza nas to, że wszystkie firmy otwarte do 22.
Po pauzie budzimy się pod pierwszym auchanem. 5 palet, tutaj poszło gładko. Na śniadanie świeża świeża ciepła pizza z piekarni obok i zaczynamy.
Auchan numer 2 w Targu Mures wita mnie nieciekawym widokiem. Młyn. Ja jednak ze swoim towarem po godzinie negocjacji wjeżdżam pod osobną rampe i misja dostawy auchan zakończona sukcesem. Jeszcze tylko załadunek powrotny granulatu i do domu. Wielkie kominy, gejzery z parą, mistyczne miejsce. Przed nami nie ma nikogo w kolejce. Po meldunku na bramie prowadzą mnie między wagony.
 


Towar załadowany i spięty, nic tylko spokojnie jechać do domu. 1000km robimy na dwa razy i w sobotę po południu jesteśmy szczęśliwie w domu. Ruch znikomy, nikt nam nie przeszkadzał. Plan wykonany miesiąc udany.


Miesiąc Grudzień kończymy z wynikiem 10900km. 1 tydzień to trasa do Danii(2500km) drugi tydzień to daleka Rumunia(3400km) trzeci tydzień to Szwecja(2400km) i czwarty tydzień to Rumunia(2600km). W trasie wyszło łącznie 22dni. Jedna pauza niedzielna 24h spędzona w Gdańsku, reszta weekendów w domu. Tylko jeden ładunek 24tonowy, jeden 14tonowy a reszta poniżej 10ton. Tak by mogło być zawsze.

Nowy rok zaczynamy od dostaczenia tego granulatu na Pomorze. Dojazd do gospodarstwa rolnego po jednokierunkowej wąskiej drodze, załadowany 24 ma tonami był sporym wyzwaniem ale towar zrucony i zlecenie zakończone. Uf chyba nikt nie lubi ciągnąć 24 ton po górach ale Renia dała świetnie rade. Po rozładunku udajemy się do Gdańska i w piątek 5 stycznia ładujemy kolejny raz do Tulcei w Rumunii. Do miłego. Pozdrawiam !

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Trasa do Szwecji



 Grudzień, Grudzień, Grudzień. Od dobrych kilku lat nie widać w tym miesiącu prawdziwej zimy. Mikołaj bez śniegu musi mieć przerąbane.. Za to my transportowcy pływający po asfaltowych rzekach cieszymy się. Wiemy co to znaczy jazda po śniegu kiedy ruszenie spod świateł staje się wyzwaniem nie wspominając o wzniesieniach i hamowaniu. Trudno mi nie wspomnieć o tym, że będzie to dla mnie najlepszy miesiąc transportowy pod względem stawek, lekkich ładunków, małej ilości pustych kilometrów i dobraniem sobie tras przez dom. Miesiąc jeszcze się nie skończył a trasa do Nowego Roku już zaplanowana. Oczywiście wszystko jest dobrze jak jest dobrze, jak będzie źle to też o tym napisze. Na podsumowanie przyjdzie czas w następnym poście.
 Tymczasem nie da się ukryć, że zestaw bez włóczykija z tyłu naczepy już nie prezentuje się tak fotogenicznie. Oczywiście jest plan go namalować ale to dłuższa robota bo trzeba wyczyścić i podkład zrobić, dopiero malunek. Nie wiem kiedy trafi się ładna pogoda i tak bym na bazie był pusty, póki co trzymamy tempo i bez poważnego powodu nie zwalniamy.
 Zmieniły nam się czasy przez te kilka lat.. w sensie dostęp do technologii, 75% polaków ma smartfona. Relacje live możemy prowadzić o każdej porze i z dowolnego miejsca. Internet za granicą kosztuje grosze. Dystans się skraca. Każdy może dzielić się tym co przeżywa i to jest fajne. W taki sposób, że inspiruje, dodaje kontrastu do tego co robimy bo każdy robi co innego i pokazuje to na swój sposób. Jednych inspiruje u innych wzbudza zazdrość bo zawsze znajdzie się ktoś kto ma lepsze życie. Kwestia podejścia i kto czego szuka.
 Jestem zwolennikiem ilustracji i książki bardziej niż filmu. Czytając książkę pobudzamy wyobraźnie i tworzymy swoje sceny i wizje. Film nam to wyjaśnia rozwiązuje tajemnice, zaspokaja naszą wyobraźnie a nie ją pobudza. Dlatego zostaje przy starej formie przekazu zdjęć i tekstu. Gdy przyjdzie to znowu rzucić fajnie będzie wrócić, przeczytać i przypomnieć sobie dlaczego tak to lubiłem.
 Poniedziałek 18grudnia. O godzinie 18 zaczynamy nowy tydzień pracy. Zrobiliśmy skróconą pauzę weekendową bo długa trasa na Rumunie zajęła nam 6dni. Zestaw wyglądał jakby wrócił z Woodstoku, pierwsze co to przed trasą pojechaliśmy na myjnie by na Szwecji kulturalnie się pokazać;). Z Radomia do Świnoujścia mamy niecałe 700km a prom odpływa o 9 rano we wtorek.
 Po kąpieli ruszamy. DK7 do Wiskitek, dalej A2 i A1 do Torunia, potem DK10 do Szczecina i Świnoujścia.
Wtorek. Wszystko szło jak po sznurku, towar lekki, odcinka na blacie. Do momentu gdy około 3 w nocy przyszło mi zrobić drugą krótką pauzę. Skusiło mnie. Chciałem się położyć dosłownie na 10minut i nie wiem, budzik wydawało mi się, że nastawiłem jednak obudziłem się dopiero po 1,5 godzinnej drzemce. Pierwsza myśl o hurwa! Zaspałem.. Nie zdążę na prom..
 Ruszam szybko póki jeszcze na drodze mały ruch ale na 9 niestety nie zdążyłem. Całe szczęście, że prom załatwiłem z zaprzyjaźniona spedycją i mieli kilka bookingów na te ze Świnoujścia. To mnie uratowało bo nie wiem kiedy bym odpłynął, może w środę.. A ja po prostu popłynąłem następnym o 10.30. I mało tego podczas czekania udało się załatwić eksport z Polski na Rumunie w piątek przed świętami. 4 miejsca rozładunku to nasza specjalność. Pięknie pomyślałem, rozładujemy Szwecję w środę rano i możemy wracać pusto po kolejny eksport.

 Do Trelleborga dopływamy wieczorem. Dokręcam kilka godzin pauzy i mam około 320km do celu w Szwecji.



Środa. Jesteśmy w Boras obok Goteborga. Rzesko i mglisto. Po 9 godzinach pauzy meldujemy się na pierwszym rozładunku. Mała firemka, dwie rampy, od razu kazali podstawić się pod jedną z nich. Rozładunek 30palet trwał może 20minut. Dokumenty podpisane, ale z trzema paletami jedziemy jeszcze do magazynu 20km od nas. Tam trwało to dosłownie 5minut. Godzina 11 rano a my już puści, możemy wracać i teraz chwila zastanowienia czym i o której płyniemy. Zabookowałem prom o 22 z Trelleborga do Świnoujścia żeby nigdzie się nie spieszyć. Po śniadaniu otwieram giełdę, a nóż się trafi się trafi ładunek na powrót. I co? Nawet czekał na mnie! Darmowy roaming jest bezcenny.. Dwa telefony, załadunek jest 30km ode mnie, puste palety, jedziemy! Powrót do Nowego Dworu Mazowieckiego czyli akurat tam gdzie mamy załadunek eksportowy na Rumunie. Lepiej się nie dało tego poskładać. O godzinie 15 wyjeżdżamy pospinani i załadowani. Do promu 320km, odcinka i nie ma miękkiej bo do portu trzeba dojść na 4,5godziny i kręcić już długą pauzę.

 90 na liczniku mamy już od dobrych kilkunastu minut a na lewym pasie widzę mijające mnie białe Volvo z chłodnią. Pierwsza myśl Hiszpan albo Pastuch. Tak to był Hiszpan, zwolniłem mu o 2 ząbki niech wyprzedza jak tam mu spieszno. Jednak pierwszy podjazd pod górę wyjaśnił kto będzie pierwszy w porcie :). Miał pełno, ja tylko 14ton palet i już się nie spotkaliśmy.
 Organizmu nie oszukasz, nie wytrzymałem do promu by coś zjeść a na truck stopie oczarowała nas urokiem piękna szwedzka Scania..
  Wychodząc ze słynnej restauracji za moją naczepą zaparkował taki wóz.. trochę się przestraszyłem bo w środku nikogo nie było a szyby i maska były uchylone..
 O 20 meldujemy się na terminalu. Wypadło na to, że wracamy dokładnie tym samym promem którym tu przypłynęliśmy. Galileusz. Pozdrawiam załogę!





 Czwartek. Z promu zjeżdżamy około 6 nad ranem. Dokręcam pauzę do godziny 8 tak by wyszło jej 12h z wjazdem i zjazdem na prom.
Na drodze ruch spory jednak każdy jakoś trzyma tempo i droga upływa w miarę szybko. Trafia się tylko kilku maruderów których zostawiamy z tyłu. W Nowym Dworze Mazowieckim meldujemy się o 18 wieczorem. Na rozładunek czekamy 2 godziny i kończymy kolejne zlecenie. Pauza. Jakos nie mogłem usnąć, do późna słuchałem muzyki i coś czytałem..
 Przed pójściem spać zapomniałem nastawić budzika i w piątek budzę się o godzinie 10..
Szczęście nam sprzyja i na firmie załadunkowej nie widać nikogo prócz nas. Towar zapakowany w godzinę, 100km do domu i wolne! W kolejną trasę ruszam we wtorek wieczorem. Kolejny raz jedziemy z lekkim eksportem bo około 6ton towaru na całej naczepie. Grafik będzie dość napięty bo mamy 4 miejsca rozładunku; Iasi, Suceava i 2x Targu Mures. Czyli znowu jedziemy na północny wschód Rumunii, w moje ulubione tereny. Zimy nadal nie widać więc myślę, że nie ma się czego obawiać. Na piątek 29.12 mamy już ładunek powrotny do Polski z Targu Mures. Wszystko dograne, nic tylko w spokoju przeżyć święta i lecieć dalej!
Radom-Boras-Goteborg-N.D.Mazowiecki-Radom
w trasie 4dni
około 2400km
średnie spalanie 29l/100km.
Do miłego.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Teatr trwa dalej



  ... Po tak długiej przerwie można się zastanawiać od czego tu zacząć. Może od tego, że bardzo mi miło! Mimo takiej pauzy nadal ktoś tu zagląda :). A co się działo przez kilka lat? Ano działo się! Jak wszędzie. Wracając do tematu zawodu to przez większość czasu jeździłem i zdobywałem doświadczenie. Tak na oko zbliżam się do miliona kilometrów. Były przerzuty po zachodzie, trasy po 6tygodni, weekendy nad oceanem i w Alpach, przerwy i zwątpienia, wzloty, upadki. Jak już się na coś zdecydujesz czy uprzesz to wytrwaj w tym, przejdź przez piekło i nie kończ roboty w połowie bo kiedyś żal będzie większy bo nie wytrwałeś, poddałeś się a mogłeś.. miałeś 100 razy na nie? Czekaj na 100 razy na tak!
  Nie byłem jeszcze w Norwegii, Grecji i Szwajcarii ale na razie dużym autem nie zamierzam się tam wybierać. Moja główna destynacja to Rumunia i na tym się skupiam. Co się zmieniło? To, że od lipca obrót robię w pełni na swoją firmę. Zmieniła się Renia na nowszy model. Dlaczego Renault? Dlatego, że jest to świetne auto do jazdy na Rumunie i kupiłem je za okazyjną cenę. W zasadzie to Volvo z wygodniejszą kabiną, no może plastiki gorsze. Poza tym doskonale znam to auto bo najwięcej spędziłem w Reni ale mam też porównanie do innych marek Daf, Man, Iveco, Mercedes. Scanią nigdy nie jechałem z naczepą i ładunkiem. Jak pojadę rok bez żadnej szkody w plastikach czy cokolwiek wtedy pomyślę nad nowym. Starsza Renia ma już przejechane 1,3miliona a chęci ma na drugie tyle! Zasada jest jedna; Auto masz takie jak o nie dbasz. To we wstępie jeszcze tyle, że kocham to co robię a najbardziej satysfakcje z ciężkiej roboty, którą my kierowcy na co dzień wykonujemy i co najlepsze tylko my wiemy jaka jest bo pracujemy samotnie. To poczucie wyzwania, za każdą trasą, To trzeba lubić. I to, że czas dzielisz na tygodnie i weekendy a nie na pory dnia.
Kręcił ktoś dłuższą pauze? Mi się zdarzyło. Dosć niespodziewanie bo przedłużył się urlop.
 Wybrałem się na Bali do Indonezji. Akurat w dzień odlotu wybuchł wulkan i lotnisko było nieczynne przez 5dni. Historia taka, że chyba napisze książkę a przynajmniej tutaj bo wracałem 1200km autobusem z Bali do Jakarty i widząc wszystko po drodze to cieszmy się Polacy gdzie żyjemy. Tam, oczywiście miejscami niesamowicie pięknie, fauna i flora całkowicie inne, polecam jak najbardziej ale tylko wakacje by zmienić na jakiś czas perspektywę na egzotyczną, poczuć równikowy klimat. To napędza i motywuje do działania a bilety lotnicze są na kilka kliknięć.
 Stało się też tak, że teoretycznej ostatniej nocy zgubiłem tam portfel z dokumentami.
Po powrocie wniosek o nowe prawko złożyłem ale czwarty tydzień pauzy byłby przesadą i w pierwszą trasę po urlopie jadę bez dokumentu, tylko z paszportem. Robię szybkie kółko do Dani. Nie układa się tylko to, że dzień czasu musiałem czekać na załadunek do Polski i załadowałem dopiero w piątek, dlatego 45godzin weekendowej pauzy robię w Gdańsku. Na wylocie z Niemiec tylko kontrola Polizei ale wszystko przyjaźnie i przeszło tłumaczenie o tym, że zgubiłeś portfel.
 Poniedziałek. Ruszamy o godzinie 10. Po rozładunku waty szklanej jedziemy na umówiony już listopadzie załadunek maszyny do Rumunii. Lubię takie ładunki, nie jakieś tam 24tony, stal, czy papier.. choć czasem i z tym zdarzy się jechać jak stawka w porządku. Jeżdżę sam dla siebie i jeśli mam możliwość to wybieram robotę a przede wszystkim szanuję ją i siebie jeżdżąc za normalną stawkę. Nie biorę nowego auta bo jak jest niepotrzebne to nie chce mieć topora nad głową. Wolę dzielnie pojechać starszą Magnum robotę, którą ja wybieram a nie robotę, którą muszę bo nie wyrabiam na koszty. Przewoźnicy to czytający szanujmy się. To my mamy auto! Chociaż nigdy nie zaistnieje to gdyby nawet zaistniała taka solidarność, że wszyscy stajemy na 3dni to okazuje się ze nie mamy co jeść. Ładunek bez auta jest nic nie warty. Kiedyś było tak jak miałeś auto to byłeś pan i krótko.Przypomnijmy sobie te czasy, i zamiast dobierać kolejne auto w leasing to zastanów się czy dasz radę nie psuć rynku tym, że ty musisz a ja mogę jak chce.. Bez nas i tak nic nie pojedzie z punktu A do punktu B.
 3metry w środku naczepy czasem się przydaje, zdarzają się ładunki o takiej wysokości. Waga całości to około 6ton. Załadowani z Gdańska wyjeżdżamy po południu. Silny wiatr z południa podnosi spalanie ale w tym tygodniu nam zależy na czasie by wyrobić się w cyklu tygodniowym. Pierwszą pauze śpimy w domu, w Radomiu. Tankowanie na bazie i lecimy na południe. Z racji tego, że podejmuje ryzyko i jadę bez dokumentu prawa jazdy zamiast Borsa-obleganego przejścia z Węgier na Rumunie wybieram trasę alternatywną i jadę tzw. górą na Satu Mare i Baia Mare. Tutaj było dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś na granicy zapyta a prawo jazdy a na Borsie było pewne, że zapyta :). Udaje się, Rumunie witamy późnym wieczorem we wtorek. By zaoszczędzić czas, na wadze u miłej babeczki kupuje winietę już na 4dni.


Pauza.


 Cała środa upłynęła pod momentami ulewnym deszczem.
Kraj kontrastów. Czasem jedziesz przez miejscowość gdzie wyłączone jest oświetlenie głównych ulic by w drugiej miejscowości na był bogato ozdobiony ryneczek.
Dojeżdżamy do Brasov.








W czwartek już bez opadów, słońce jakby chciało się już przebić jednak odcinkami gęsta mgła nie dawała za wygraną. Do celu 350km.










To jest kwintesencja tego po co tu przyjeżdżam. Pusta landowa droga, alternatywna i nietranzytowa. Ruch znikomy, jedynie lokalny, cisza i spokój. Podczas rozpędzania z miejscowości wsłuchujesz się jedynie w ten piękny szum opon i brzmienie 480ciu koni mechanicznych. Czujesz się tu sam jak orzeł i wyjątkowo.





 Kolejna kwintesencja naszego zawodu drivera i tego Rumuńskiego klimatu. Nieznane miejsca. To gdzie zdarzy nam się rozładunek czy załadunek tego czasem najstarsi Majowie nie przewidzą a to budzi u nas dreszcz bo często nie wiesz gdzie jedziesz i czy prosto to dobrze.. a sami nierzadko strzelimy gafe przejeżdżając daną drogę czy zjazd czy pod most 3metrowy a zestawem odrazu nie nawrócisz..

















Chwilę po południu dojeżdżamy na rozładunek. Byliśmy już tutaj, procedurę znamy, najpierw brama potem waga potem biuro potem do brygady rozładunkowej i dopiero na miejsce rozładunku czyli dobre kilka kilometrów po mistycznym terenie stoczni zrobione..
 Brudne, ubłocone, usolone drogi..










Jeszcze nie zdążyłem ugotować jajek dla domowego barszczu a musiałem rozpinać plandekę bo suwnica już gotowa do rozładunku.










Rach ciach pach i czasu starcza nam jeszcze dojechać do miejsca załadunku. Pierwszy raz zdarzyło mi się tędy przekraczać Dunaj, mianowicie jadąc drogą 22 z Tulczy do Braili. Co ciekawe Pan promowy powiedział cenę 60lei albo 30euro. 60lei to +- 60zł. My jesteśmy przygotowani i Rumuńską walutę wozimy ze sobą.
Mając adres zawsze dojeżdżam do docelowej firmy nawet wieczorem i dobrze zrobiłem bo kolejnego dnia nie musiałem zaczynać bez potrzeby czasu pracy. Pracowali 24h ale załadunek dopiero rano czyli w piątek. Co jest miłe zastajemy tutaj prysznic i mały sklepik spożywczy gdzie rano mamy świeży chleb. Stety albo i nie w piątek załadowani wyjeżdżamy dopiero około godziny 13. Co nas bardzo cieszy to waga ładunku. Niecałe 4tony. Taką prace trzeba szanować. To pozwala nam jechać dużo szybciej i sprawniej a przede wszystkim oszczędzamy paliwo. Z Braili wracam 'górą' czyli na Bacau dalej na Vatre Dornei, Dej, Satu Mare, Miszkolc.. Ach! Jak ja tu dawno nie byłem. Najciekawszy odcinek górski mijamy nocą ale i to ma swoje zalety. Brak księżyca i świateł wielkich miast pozwala nam zobaczyć ile tak naprawdę jest gwiazd na niebie. Ten szemrzący w oddali strumyk, to powietrze, wciąż dziewicze tereny i głucha cisza. Może nie każdy to rozumie ale mnie prawdziwa natura zachwyca za każdym razem.
Na powrocie przy sobocie tak nam chmurki zagrały;

 Zostaje ostatni mały stresik czyli wjazd z powrotem do Schengen. Przynajmniej kolejki nie ma.
 Udaje się bez konsekwencji a co się miało nie udać ;). Na niedziele zostaje nam dojechać 150km i w domu meldujemy się o 9rano. To była własnie ta wzorowa trasa w której chyba nie było na co się w..rwić. Lekki ładunek, drogi czarne, czas dograny.
 Pozdrawiam:)
 A teraz zasłużony odpoczynek, domowy obiad, zejście na ziemie by nabrać chęci do dalszej drogi. Jedziemy z tym dalej do Szwecji. Ruszamy z domu w poniedziałek o 18 a o 9 rano we wtorek mamy prom.
Trasa przebiegła prawie tak samo jak na mapce powyżej.
Gdańsk-Tulcea-Braila-Radom
w trasie 6dni
łącznie ok. 3400km
spalanie 28.5litra/100km
Do miłego.