Wreszcie, wreszcie udało mi się znaleźć czas i zrobić to co już od dłuższego czasu chodzi mi po głowie : )
sami oceńcie:
Tutaj jeszcze kilka zdjęć:
poniedziałek, 14 listopada 2011
piątek, 11 listopada 2011
Tereny włóczykija
Dziękuje wszystkim za miłe komentarze i maile po pierwszej opisanej trasie, to nakręca i mobilizuje.
I tym, którzy poznali mnie na drodze w tym "Tkaczykowski", pozdrawiam chłopaków!
Do rzeczy:
Radom-Gdańsk-Klaipeda-Liepaja-Radom
Wyświetl większą mapę
Po 24godzinnej pauzie ruszyłem w poniedziałek późnym popołudniem do Gdańska.Żyradrów, Sochaczew jak to zwykle bywa w godzinach szczytu były zapchane, średnia z Grójca do Płońska wyniosła 35km/h.Pośpiechu wielkiego nie miałem więc spokojnie przyjąłem to na klatę i swoje wystałem.
Dalej, wskakując na siódemeczkę, do samego Gdańska już spokojnie.
Nie było mnie tu jakieś 2 miesiące i tak patrząc, porównując budowe trasy S7(Warszawa-Gdańsk) można uwierzyć, że do euro2012 otwartych zostanie kilka głównych w Polsce szlaków tranzytowych.Miejmy nadzieje.Docierając w nocy na miejsce był to plac budowy, tak jak sie spodziewałem.Rolety w dół i spać.
Wstając rano myślałem, że jestem w Bukareszcie, kilkudziesięciu pracowników i wszyscy z Rumunii tylko Pan dźwigowy rodak. Rozładunek poszedł szybko i sprawnie.Pędzimy do firmy Termika po towar na Litwe.Tutaj już nie tak kolorowo, kazali czekać jakieś 2-3godziny bo odprawiają najpierw swoje auta.. Ładunek to wata mineralna, typowy na moją 3metrową "mege" czyli lekko i wysoko.
Z tym mimo, że lekko to w zakrętach trzeba naprawde uważać i być czujnym w koleinach żeby nie odwiedzić przydrożnego rowu.
O 14 było już po zabiegu, załadowany czas ruszać.
Zjeżdżając z zatłoczonej siódemki zaczęły sie tereny ulubione dla włóczykija
czyli dziewicze, niezurbanizowane mazury i tutejsze kręte, wąskie drogi a do tego Marcin Wojciechowski świetnie prowadzący swój wieczorny program w radiu zet i jestem w swoim żywiole.Czuje, że żyje!
Tak przemierzając kraine tysiąca jezior uprzedzony wcześniej na cb radiu napotkałem ogromne stado dzików hasających po ulicy.Zderzenie z takimi zwierzętami to nie byłaby przyjemna sprawa.Czasu pracy idealnie starczyło mi na ulubiony parking przed granicą gdzie jest wszystko co do życia potrzebne łącznie z internetem.
Widać, że święta idą : )
Środowy poranek przywitał mnie gęstą mgłą.Szczecze powiem, że lubie to.W takiej mgle traci sie orientacje i czuje sie jak bym był na innej planecie, w jakiejś otchłani.W głośnikach Coldplay i przenosze sie w inny świat.
W głowie miliony myśli i to właśnie wtedy przychodzą mi najlepsze pomysły.Niektórzy odliczają tylko godziny do końca pracy a ja w ten czas, to co robię chce żeby trwało w nieskończoność!Strasznie wciąga, ten melancholijny nastrój ale nie trwało to zbyt długo.
Wskakując na autostrade(Kaunas-Klaipeda) mgła zaraz opadła i ukazał się prawdziwie litewski krajobraz:
pusta droga, pole, pole, pole, jeziorko, las i równina w nieskończoność:
Na miejscu rozładunku trochę zamieszania(pozdrawiam sekretarke, która mówiła po Polsku:) bo trzeba to zrzucić w magazynie kilkanaście km dalej.
Szybko poszło ale na zachód słońca nad Bałtykiem w Liepaji(miejsce załadunku) już nie zdążyłem.
Troche o Liepaji:
Jedna z dwóch największych miescowości nadmorskich na Łotwie.Kilka naprawdę ciekawych miejsc do zwiedzenia m.in bunkry na wydmach:
Przez nas, kierowców ta miejscowość nazywana "kurortem" a dlaczego?
Codziennie kilkanaście polskich ciężarówek wyjeżdża stąd załadowana stalą a drugie kilkanaście czeka.
Są tu niezłe jaja z załadunkami bo huta Liepajas Metalurgs od jakiegoś roku nie daje już towaru polskim firmom na tzw. kreskę(pewnie ktoś ich zrobił w bolka).
Najpierw kasa a potem ładują a właśnie z tą kasą u nas różnie bywa.. Dlatego nieraz chłopaki stoją tydzień czekjąc na przelew..
Sam spędziłem tu w lipcu kilka dni, które miło wspominam(pozdrawiam Patryka, Pawła, Mariusza i innych, którzy byli tu w tym samym czasie).
Tutaj stać w okresie wakacyjnym to sama przyjemność.Plaża niedaleko, płeć piękna w tym kraju a szczególnie w Liepaji stanowi tu większość co da się odczuć a na parkingu rodzinna atmosfera.Po szczegóły zapraszam tu w okres letni przyszłego roku.
W jesień/zime wiadomo, nie jest już tak ciekawie jak to nad morzem.
To pocztówka mojego autorstwa zrobiona w lipcu:
Na szczęście teraz mam zaprzyjaźnioną, pewną spedycje u której z przelewami nie ma problemów i wyjeżdżam stąd bez większych spóźnień.
W czwartek rano byłem pierwszy w biurze i pierwszy pod suwnicą.
Ogólnie lubie tu przyjeżdżać bo jezyk a może bardziej akcent rosyjski wywołuje u mnie uśmiech na twarzy : )
"Dawaj suda, dawaj!Odkrywaj!Ujeżdżaj, tam zagruzka! ... zagrużony, odjeżdżaj!" Moment i załadowany.
Cały zestaw ważył prawie 40ton.To maksymalna masa jaką może mieć samochód ale moje 480kucyków pod maską dzielnie dajątemu rade.
Do domu docieram "na strzała".
Tydzień zaliczam raczej do tych luźniejszych.Droga spokojna większych problemów nie było, oby tak częściej.Wszystkim życzę kolejnego miłego dłuższego weekendu : )
Do zobaczenia na trasie! I do następnego wpisu.
(Wyjazd poniedziałek)Radom-Gdańsk-Klaipeda-Liepaja-Radom(czwartek wieczór)
6ton 8ton 24tony
Średnie spalanie: 32L/100km
Łącznie 2275km
Tekst tygodnia na cb radiu: Te Heniu zobacz, te choinkę to żeśmy mijali jakśmy jechali z piachem do Łomży przedwczoraj, pamintasz?
Taaa, tera to chyba już na świnta wraca"
I tym, którzy poznali mnie na drodze w tym "Tkaczykowski", pozdrawiam chłopaków!
Do rzeczy:
Radom-Gdańsk-Klaipeda-Liepaja-Radom
Wyświetl większą mapę
Po 24godzinnej pauzie ruszyłem w poniedziałek późnym popołudniem do Gdańska.Żyradrów, Sochaczew jak to zwykle bywa w godzinach szczytu były zapchane, średnia z Grójca do Płońska wyniosła 35km/h.Pośpiechu wielkiego nie miałem więc spokojnie przyjąłem to na klatę i swoje wystałem.
Dalej, wskakując na siódemeczkę, do samego Gdańska już spokojnie.
Nie było mnie tu jakieś 2 miesiące i tak patrząc, porównując budowe trasy S7(Warszawa-Gdańsk) można uwierzyć, że do euro2012 otwartych zostanie kilka głównych w Polsce szlaków tranzytowych.Miejmy nadzieje.Docierając w nocy na miejsce był to plac budowy, tak jak sie spodziewałem.Rolety w dół i spać.
Wstając rano myślałem, że jestem w Bukareszcie, kilkudziesięciu pracowników i wszyscy z Rumunii tylko Pan dźwigowy rodak. Rozładunek poszedł szybko i sprawnie.Pędzimy do firmy Termika po towar na Litwe.Tutaj już nie tak kolorowo, kazali czekać jakieś 2-3godziny bo odprawiają najpierw swoje auta.. Ładunek to wata mineralna, typowy na moją 3metrową "mege" czyli lekko i wysoko.
Z tym mimo, że lekko to w zakrętach trzeba naprawde uważać i być czujnym w koleinach żeby nie odwiedzić przydrożnego rowu.
O 14 było już po zabiegu, załadowany czas ruszać.
Zjeżdżając z zatłoczonej siódemki zaczęły sie tereny ulubione dla włóczykija
czyli dziewicze, niezurbanizowane mazury i tutejsze kręte, wąskie drogi a do tego Marcin Wojciechowski świetnie prowadzący swój wieczorny program w radiu zet i jestem w swoim żywiole.Czuje, że żyje!
Tak przemierzając kraine tysiąca jezior uprzedzony wcześniej na cb radiu napotkałem ogromne stado dzików hasających po ulicy.Zderzenie z takimi zwierzętami to nie byłaby przyjemna sprawa.Czasu pracy idealnie starczyło mi na ulubiony parking przed granicą gdzie jest wszystko co do życia potrzebne łącznie z internetem.
Widać, że święta idą : )
Środowy poranek przywitał mnie gęstą mgłą.Szczecze powiem, że lubie to.W takiej mgle traci sie orientacje i czuje sie jak bym był na innej planecie, w jakiejś otchłani.W głośnikach Coldplay i przenosze sie w inny świat.
W głowie miliony myśli i to właśnie wtedy przychodzą mi najlepsze pomysły.Niektórzy odliczają tylko godziny do końca pracy a ja w ten czas, to co robię chce żeby trwało w nieskończoność!Strasznie wciąga, ten melancholijny nastrój ale nie trwało to zbyt długo.
Wskakując na autostrade(Kaunas-Klaipeda) mgła zaraz opadła i ukazał się prawdziwie litewski krajobraz:
pusta droga, pole, pole, pole, jeziorko, las i równina w nieskończoność:
Na miejscu rozładunku trochę zamieszania(pozdrawiam sekretarke, która mówiła po Polsku:) bo trzeba to zrzucić w magazynie kilkanaście km dalej.
Szybko poszło ale na zachód słońca nad Bałtykiem w Liepaji(miejsce załadunku) już nie zdążyłem.
Troche o Liepaji:
Jedna z dwóch największych miescowości nadmorskich na Łotwie.Kilka naprawdę ciekawych miejsc do zwiedzenia m.in bunkry na wydmach:
Codziennie kilkanaście polskich ciężarówek wyjeżdża stąd załadowana stalą a drugie kilkanaście czeka.
Są tu niezłe jaja z załadunkami bo huta Liepajas Metalurgs od jakiegoś roku nie daje już towaru polskim firmom na tzw. kreskę(pewnie ktoś ich zrobił w bolka).
Najpierw kasa a potem ładują a właśnie z tą kasą u nas różnie bywa.. Dlatego nieraz chłopaki stoją tydzień czekjąc na przelew..
Sam spędziłem tu w lipcu kilka dni, które miło wspominam(pozdrawiam Patryka, Pawła, Mariusza i innych, którzy byli tu w tym samym czasie).
Tutaj stać w okresie wakacyjnym to sama przyjemność.Plaża niedaleko, płeć piękna w tym kraju a szczególnie w Liepaji stanowi tu większość co da się odczuć a na parkingu rodzinna atmosfera.Po szczegóły zapraszam tu w okres letni przyszłego roku.
W jesień/zime wiadomo, nie jest już tak ciekawie jak to nad morzem.
To pocztówka mojego autorstwa zrobiona w lipcu:
Na szczęście teraz mam zaprzyjaźnioną, pewną spedycje u której z przelewami nie ma problemów i wyjeżdżam stąd bez większych spóźnień.
W czwartek rano byłem pierwszy w biurze i pierwszy pod suwnicą.
Ogólnie lubie tu przyjeżdżać bo jezyk a może bardziej akcent rosyjski wywołuje u mnie uśmiech na twarzy : )
"Dawaj suda, dawaj!Odkrywaj!Ujeżdżaj, tam zagruzka! ... zagrużony, odjeżdżaj!" Moment i załadowany.
Cały zestaw ważył prawie 40ton.To maksymalna masa jaką może mieć samochód ale moje 480kucyków pod maską dzielnie dajątemu rade.
Do domu docieram "na strzała".
Tydzień zaliczam raczej do tych luźniejszych.Droga spokojna większych problemów nie było, oby tak częściej.Wszystkim życzę kolejnego miłego dłuższego weekendu : )
Do zobaczenia na trasie! I do następnego wpisu.
(Wyjazd poniedziałek)Radom-Gdańsk-Klaipeda-Liepaja-Radom(czwartek wieczór)
6ton 8ton 24tony
Średnie spalanie: 32L/100km
Łącznie 2275km
Tekst tygodnia na cb radiu: Te Heniu zobacz, te choinkę to żeśmy mijali jakśmy jechali z piachem do Łomży przedwczoraj, pamintasz?
Taaa, tera to chyba już na świnta wraca"
niedziela, 6 listopada 2011
Rumunia
Trasa należała do tych szybkich ponieważ napięty grafik nie pozwalał na nic innego.
Musiałem wydłużyć czas jazdy dwa razy do 10godzin i skrócić wymaganą przerwe trzy razy do 9godzin aby wyrobić się z rozładunkiem i załadunkiem w piątek i jeszcze żeby przeskoczyć Słowacje przed zakazem jazdy dla ciężarówek, który obowiązuje w niedziele.W czwartek dowiedziałem sie, że z powrotem biorę stal z Bukaresztu do Gdańska. No tak.. powroty z Rumunii to zazwyczaj stal(22-24tony) więc zdziwiony nie byłem, zmartwiony owszem bo znowu będzie ciężko.. ale po kolei:
Załadunek w środe w Świętochłowicach w firmie ArcelorMittal o 17 tak jak w zleceniu, 0 opóźnień i to sie podoba! Towar to 4role blachy każda po 5 ton(patrz zdjęcie z rozładunku).Dobrze spiąć pasami i w droge!
Ruszyłem ok 19 i cała noc jazdy przede mną, warunki nie były najlepsze bo mgła towarzyszyła praktycznie przez całą trase.
Węgry o poranku
Jakoś szybko udało mi się przestawić zachodni, autostradowy styl jazdy i lenistwo którym cieszyłem się jakieś 1,5 miesiąca na polskie koleiny, słowackie dziury i rumuńskie zakręty, nierówności i niekiedy polne drogi, ale głód jazdy, dobra muzyka i myśl, że odwiedzę stare strony pomogły o tym zapomnieć a oko nawet na chwile się nie zmrużyło.
Kawałek za rumuńską granicą, 7rano idealna dla mnie pora by położyć sie spać : )
W piątek rano melduje się na miejscu rozładunku.Z dotarciem nie było większego problemu, upewniłem się pytając tylko jednego przechodnia czy to aby na pewno tu.Był to mały składzik budowlany.Piwko dla Pana wózkowego i zrzutka była ekspresowa : ) łącznie zeszło jakieś 40minut, idealnie !
Kilka osób mnie pytało: na Rumunie jedziesz?Nie boisz się na te dzikusy jeździć?
Dzikusy nie takie straszne jak się może wydawać.To w sumie tak jak tłumaczyć Hiszpanowi gdzie jest Polska i że tam w ogóle żyją ludzie :O Drogi może i mają słabe ale na pewno jest tu bezpieczniej niż na południu Francji czy Hiszpanii gdzie czasami trzeba mieć szczęście żeby cie nie okradli.
Jednym słowem Rumunia to Polska jakieś 10lat temu.Infrastruktura słabo rozwinięta, na wsiach widać biedę a w niektórych, w nocy, z powodu oszczędności wyłączone są wszystkie latarnie/światła, stan nawierzchni pozostawia wiele do życzenia
Co innego kultura na drodze hehe, tutaj wymuszanie pierwszeństwa, wyprzedzanie na trzeciego, w terenie zabudowanym czy na ciągłej to standard.Znaki nie są w ogóle uwzględniane.Panuje zasada kto pierwszy i szybszy ten lepszy.Pełno tu pieszych, wozów, rowerzystów często nieoświetlonych w nocy, tu naprawdę trzeba mieć oczy szeroko otwarte i zachować szczególną ostrożność aby bezpiecznie dojechać do celu.A Bukareszt?To już inna bajka.Do Egiptu niewiele im brakuje a warszawskie cwaniactwo to mały pikuś..
Tutaj 2 pasy zamieniają się w 4, mijanie się z lewej z prawej po torze dla tramwajów, wymuszanie, wciskanie się na siłę.. gdyby tu niemiec przyjechał to chyba by zwariował
Teraz nic szczególnie mnie nie zaskoczyło, byłem na to przygotowany ale pierwszy raz tutaj to był dla mnie szok.
Przebicie przez tą dżungle nie było łatwe ale udało się.Dotarłem na miejsce załadunku.Przede mną było 2 Polaków, którzy mieli to samo miejsce docelowe czyli Gdańsk.Mając informacje, że będzie to stal ładowana górą byłem przekonany, że to towar z jakiejś huty, myliłem się.Była to jakaś firma, która budowała bloki mieszkalne i przenosi się do Gdańska.Do przewiezienia mieli kilka bloczków betonowych, jakieś kontenery i konstrukcje dźwiga.
Dobrze, że byłem trzeci.Koledzy przede mną dostali betonowe bloczki a dla mnie zostały same piórkowe rzeczy, razem z 6 ton.Miłe zaskoczenie bo z takim ładunkiem można podgonić, lepiej, wygodniej i szybciej jedzie się w górach.
Z kalkulacji wynika, że spokojnie przed niedzielnym zakazem na Słowacji się wyrobie więc na jedynej autostradzie w Rumunii z Bukaresztu do Pitesti można jechać oszczędniej
Na zdjęcia z największych gór i najpiękniejszych widoków trzeba poczekać do następnego razu ale kilka z typowej rumuńskiej drogi udało się zrobić:
I jeszcze jedna rzecz dla której warto przyjechać.Półdarmowe mycie samochodu: ciężarówka 10e a osobówka 2,5e!! A robotę wykonują porządnie
Ciekawe jest też, że taksówka w Bukareszcie kosztuje tylko 1,2zł/km! Gdzie paliwo mają drożej niż u nas a reszta cen jest porównywalna do naszych.. Nasi taksówkarze narzekają a tam jak im się to opłaca?
Teraz pare suchych danych:
(Wyjazd:środa rano)Radom-Świętochłowice-Ploiesti-Bukareszt-Radom(powrót:niedziela w południe) Łącznie km: 2905
Waga ładunku: eksport: 20ton import: 6ton
Średnie spalanie: 33l/100km
Niedziela spędzona w domu :)
Robię skróconą pauze weekendową i do Gdańska wyjeżdżam w poniedziałek wieczorem tak żeby spokojnie we wtorek po pauzie rozładować, a co dalej?Zastanawiam się jeszcze czy ułożyć to tak żeby wrócić na weekend czy może popłynąć w dłuższy rejs, czas pokaże : )
Na koniec moja Lorrie po kąpieli
Można się zakochać coo? : D
Jeśli ktoś chciałby zdjęcia w większym formacie lub na tapete pisać! Chętnie udostępnie : )
Musiałem wydłużyć czas jazdy dwa razy do 10godzin i skrócić wymaganą przerwe trzy razy do 9godzin aby wyrobić się z rozładunkiem i załadunkiem w piątek i jeszcze żeby przeskoczyć Słowacje przed zakazem jazdy dla ciężarówek, który obowiązuje w niedziele.W czwartek dowiedziałem sie, że z powrotem biorę stal z Bukaresztu do Gdańska. No tak.. powroty z Rumunii to zazwyczaj stal(22-24tony) więc zdziwiony nie byłem, zmartwiony owszem bo znowu będzie ciężko.. ale po kolei:
Załadunek w środe w Świętochłowicach w firmie ArcelorMittal o 17 tak jak w zleceniu, 0 opóźnień i to sie podoba! Towar to 4role blachy każda po 5 ton(patrz zdjęcie z rozładunku).Dobrze spiąć pasami i w droge!
Ruszyłem ok 19 i cała noc jazdy przede mną, warunki nie były najlepsze bo mgła towarzyszyła praktycznie przez całą trase.
Węgry o poranku
Jakoś szybko udało mi się przestawić zachodni, autostradowy styl jazdy i lenistwo którym cieszyłem się jakieś 1,5 miesiąca na polskie koleiny, słowackie dziury i rumuńskie zakręty, nierówności i niekiedy polne drogi, ale głód jazdy, dobra muzyka i myśl, że odwiedzę stare strony pomogły o tym zapomnieć a oko nawet na chwile się nie zmrużyło.
Kawałek za rumuńską granicą, 7rano idealna dla mnie pora by położyć sie spać : )
W piątek rano melduje się na miejscu rozładunku.Z dotarciem nie było większego problemu, upewniłem się pytając tylko jednego przechodnia czy to aby na pewno tu.Był to mały składzik budowlany.Piwko dla Pana wózkowego i zrzutka była ekspresowa : ) łącznie zeszło jakieś 40minut, idealnie !
Kilka osób mnie pytało: na Rumunie jedziesz?Nie boisz się na te dzikusy jeździć?
Dzikusy nie takie straszne jak się może wydawać.To w sumie tak jak tłumaczyć Hiszpanowi gdzie jest Polska i że tam w ogóle żyją ludzie :O Drogi może i mają słabe ale na pewno jest tu bezpieczniej niż na południu Francji czy Hiszpanii gdzie czasami trzeba mieć szczęście żeby cie nie okradli.
Jednym słowem Rumunia to Polska jakieś 10lat temu.Infrastruktura słabo rozwinięta, na wsiach widać biedę a w niektórych, w nocy, z powodu oszczędności wyłączone są wszystkie latarnie/światła, stan nawierzchni pozostawia wiele do życzenia
a wozy posiadają nawet rejestracje :D
drogowcy tak jak u nas: jeden udaje, że pracuje a reszta się patrzy
handel w korkach
ale mimo to wszyscy jacyś zadowoleni i ogólnie widać tu życie, ludzie są po prostu ludźmi, mili, uczynni, pomocni a nie tak jak na zachodzie:same roboty i każdy widzi tylko swój czubek nosa..
Jest tu śmiesznie i wesoło a kraj ten ma swój niepowtarzalny klimat, który im dłużej tutaj jeżdżę ciekawi i wciąga mnie coraz bardziej.Malownicze kręte drogi, krajobrazy i widoki jedne z piękniejszych w Europie:to wszystko uzależnia i każe tu wracać.Co innego kultura na drodze hehe, tutaj wymuszanie pierwszeństwa, wyprzedzanie na trzeciego, w terenie zabudowanym czy na ciągłej to standard.Znaki nie są w ogóle uwzględniane.Panuje zasada kto pierwszy i szybszy ten lepszy.Pełno tu pieszych, wozów, rowerzystów często nieoświetlonych w nocy, tu naprawdę trzeba mieć oczy szeroko otwarte i zachować szczególną ostrożność aby bezpiecznie dojechać do celu.A Bukareszt?To już inna bajka.Do Egiptu niewiele im brakuje a warszawskie cwaniactwo to mały pikuś..
Tutaj 2 pasy zamieniają się w 4, mijanie się z lewej z prawej po torze dla tramwajów, wymuszanie, wciskanie się na siłę.. gdyby tu niemiec przyjechał to chyba by zwariował
Teraz nic szczególnie mnie nie zaskoczyło, byłem na to przygotowany ale pierwszy raz tutaj to był dla mnie szok.
Przebicie przez tą dżungle nie było łatwe ale udało się.Dotarłem na miejsce załadunku.Przede mną było 2 Polaków, którzy mieli to samo miejsce docelowe czyli Gdańsk.Mając informacje, że będzie to stal ładowana górą byłem przekonany, że to towar z jakiejś huty, myliłem się.Była to jakaś firma, która budowała bloki mieszkalne i przenosi się do Gdańska.Do przewiezienia mieli kilka bloczków betonowych, jakieś kontenery i konstrukcje dźwiga.
Dobrze, że byłem trzeci.Koledzy przede mną dostali betonowe bloczki a dla mnie zostały same piórkowe rzeczy, razem z 6 ton.Miłe zaskoczenie bo z takim ładunkiem można podgonić, lepiej, wygodniej i szybciej jedzie się w górach.
Z kalkulacji wynika, że spokojnie przed niedzielnym zakazem na Słowacji się wyrobie więc na jedynej autostradzie w Rumunii z Bukaresztu do Pitesti można jechać oszczędniej
Na zdjęcia z największych gór i najpiękniejszych widoków trzeba poczekać do następnego razu ale kilka z typowej rumuńskiej drogi udało się zrobić:
I jeszcze jedna rzecz dla której warto przyjechać.Półdarmowe mycie samochodu: ciężarówka 10e a osobówka 2,5e!! A robotę wykonują porządnie
Ciekawe jest też, że taksówka w Bukareszcie kosztuje tylko 1,2zł/km! Gdzie paliwo mają drożej niż u nas a reszta cen jest porównywalna do naszych.. Nasi taksówkarze narzekają a tam jak im się to opłaca?
Teraz pare suchych danych:
(Wyjazd:środa rano)Radom-Świętochłowice-Ploiesti-Bukareszt-Radom(powrót:niedziela w południe) Łącznie km: 2905
Waga ładunku: eksport: 20ton import: 6ton
Średnie spalanie: 33l/100km
Niedziela spędzona w domu :)
Robię skróconą pauze weekendową i do Gdańska wyjeżdżam w poniedziałek wieczorem tak żeby spokojnie we wtorek po pauzie rozładować, a co dalej?Zastanawiam się jeszcze czy ułożyć to tak żeby wrócić na weekend czy może popłynąć w dłuższy rejs, czas pokaże : )
Na koniec moja Lorrie po kąpieli
Można się zakochać coo? : D
Jeśli ktoś chciałby zdjęcia w większym formacie lub na tapete pisać! Chętnie udostępnie : )
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















