niedziela, 5 lutego 2012

PL - I - PL

  Tego mi brakowało, wypadu w nowe, nieodkryte jeszcze przeze mnie miejsce!Głód duszy włóczykija zaspokojony przynajmniej na jakiś czas.
 Zatem luty rozpoczęty przyzwoicie pierwszym moim wyjazdem do Włoch. Trasę wybrałem tak jak widać poniżej na mapce, czyli przez Słowację, Węgry.Niektórzy nazywają to trasą przez dzikusy.Można jechać jeszcze przez czeskie i austriackie autostrady ale dla mnie bez sensu jest płacić dość wysokie tam opłaty drogowe.
Radom-Tomaszów Maz-Florencja-Tomaszów Maz-Radom

 Załadunek we wtorek rano w Tomaszowie Mazowieckim w niewielkiej przędzalni. Towarem były włóczki w rolkach poukładane na paletach(zdjęcie na rozładunku poniżej). Ładunek objętościowy, typowy na moją 3metrową mege. Całość ważyła 12ton czyli neutralnie, lekko i przyjemnie do jazdy.Mrozy dawały się we znaki(-17) bo zamarzł olej w siłowniku do podnoszenia dachu ale do załadunku wjechałem na ciepłą hale i po dłuższej chwili wszystko było w porządku. O 12 pełen zapału i głodny przygód ruszyłem w dłuugo oczekiwaną trasę.Pierwszy przystanek na granicy w Cieszynie gdzie kupiłem urządzenie do naliczania opłat drogowych w Czechach.Wygląda to tak samo i działa tak samo jak nasz via toll.Czechami jedziemy tylko jakieś 40km po to aby przebić się na Słowację.Tam tylko kawałek krętej drogi i dostajemy się na autostradę już do samej granicy z Węgrami.Dla ciekawych powiem, że przejazd przez Słowację kosztuje jakieś 45e.Czas jazdy już się kończył dlatego na noc stanąłem na węgierskim autostradowym parkingu.Odkryłem, że tutaj na stacjach MOL jest darmowy internet czego wcześniej nie było.Bezpłatnie można też się połączyć na AGIPie.
11h przerwy to czas idealny aby odpocząć po długim dniu pracy.Mrozy już tak nie doskwierały bo rano było -8.Renia zapaliła na dotyk, bez problemu.Jednodniowa winietka na Węgrzech to koszt 14euro.Tutaj obowiązuje od 00.00 do 23.59 czyli inaczej niż np. na Litwie gdzie jednodniowa znaczy 24h od momentu zakupu.Węgry znam dość dobrze chociaż dalej tym szlakiem do Słowenii jechałem pierwszy raz.Jakieś 180km jazdy po nie najlepszych drogach.Przynajmniej ruch mały i nie ma tu większych korków czy zatorów.

 A tu typowy węgierski teren zabudowany.Charakterystyczne są rolety na okna, we wszystkich domkach bez wyjątku.
3 godzinki i łapiemy Słowenię
Słowenia- tą tranzytową autostradę znam jeszcze z niedalekiego dzieciństwa gdzie przemierzałem ją w wakacje podczas rodzinnych urlopowych wyjazdów.Cała jeszcze wtedy nie była przejezdna.Kawałkami jechało się tędy krętymi drogami a w górze widać było dopiero powstające mosty i drążone tunele.Pamiętam, że w tych wyjazdach połową przyjemności była dla mnie właśnie ta długa podróż samochodem.Patrzyłem na jadące polskie ciężarówki i tak myślałem.. oni w pracy a my na odpoczynek.. Doczekałem się.Teraz sam śmignąłem moim dawnym wakacyjnym szlakiem.Fajnie sobie tak powspominać te beztroskie czasy a jeszcze fajniej przejechać się tędy i przypomnieć drogę tkwiącą gdzieś głęboko w mojej pamięci.
dwie eSki rządowe

Koszt przejazdu przez Słowenię to 81e, opłaty pobierane są na bramkach



 tunele, najdłuższy miał ok. 2600m





Włochy przywitałem już bo zmroku.Jeśli są dwa pasy, oszczędnie tutaj nie pojedziesz.Nikt tu wolno nie jeździ.Mniej niż 85km/h nie zejdzie bo zaraz zaczną Ci z tyłu mrygać albo trąbić a wszystko przez zakaz wyprzedzania pow. 7,5t na autostradach.
Na 10 godzin jazdy dojechałem do miejscowości Padova gdzie byłem już zmuszony stanąć noc.Dalej droga do Bolgony i niżej do Florencji była zamknięta a wszystko przez złe warunki atmosferyczne.Obfite opady śniegu zaskoczyły Włochów.Rano było już przejezdnie ale zatory na drogach niesamowite, większość pewnie na letnich oponach, przestraszona jechała po 20-30km/h.
Do celu miałem 200km a odcinek ten jechałem 5,5h.

 Oni chyba dobrej zimy nie widzieli.. prawy pas zaształowany, środkowy szedł w miarę normalnie jak na te warunki

 A tutaj po przeciwnej stronie kilkunastokilimetrowy korek pod górę..
 Zjazd w dół do Florencji, śniegu troszkę mniej 

A tu wjazd do Florencji do celu kilka km

W nawigacji był dokładny adres, znaki czytelne problemów z trafieniem do firmy nie było.Przeszkadzał tylko huraganowy wiatr a otwarcie plandeki to był nie lada wyczyn.Zdjęcie z rozładunku


Włosi tutaj bardzo mili i przyjemni ale angielskiego ni w ząb nie znają.Porozumieć się dało tylko gestykulacją..
Trochę pożartowali swoimi włoskimi powiedzonkami, poczęstowali kawą, ciasteczkami a cała akcja z rozładunkiem i załadunkiem zajęła im kilka godzin.Towar z powrotem to były wielkie wory szmat i różnych materiałów wrzuconych luzem na naczepę.Całość ważyła ok 16ton.
Jak wyjeżdżałem było już ciemno, najgorszy odcinek przede mną czyli przeprawa przez wielką górę przed Bolgoną

Warunki już się poprawiły, korka którego pokazałem wcześniej nie było.Wszystko szło wolno ale płynnie, na drodze prawie same ciężarówki, przestraszeni włosi pewnie siedzą w domach.
Dalej za Bolgoną już czarno i sucho, dociągnąłem prawie do samej Słowenii i tam 9h pauzy.Te 9h odpoczynku to czasem za mało po długiej 15 godzinnej pracy.. z łóżka ciężko było się zerwać, jeszcze by się pospało ale trzeba jechać żeby zdążyć z powrotem do soboty.
Cały czas towarzyszył bardzo silny czołowy wiatr aż do samej Słowacji, przez co spalanie diametralnie rośnie.
Tu jeszcze kawałek zimowych warunków na Słowenii

Na Węgrzech już było sucho za to z każdym kilometrem na północ w stronę domu mróz coraz większy..
Noc spędziłem na wys. Trnavy za Bratysławą.-18, samochód przepalałem co 3h.O 4 w sobotę pobudka i ruszamy do celu, 460km.Mróz coraz większy, na granicy słowacko-czeskiej sięgnął aż do -27, do tego przeraźliwie silny wiatr.Odczuwalna temperatura była na pewno dużo niższa, przypuszczam że w granicach -50..

 Moja Renia nawet nie zajękła, szła jak burza a zatrzymałem się dopiero w Cieszynie na dolewkę paliwa a tam.. Na orlenie zamarzł diesel.. ciekawy jestem co tam za paliwo mieli.Z chęcią wspieram polskie firmy ale paliwo dolałem na BP.Mróz do samego Tomaszowa nie zszedł powyżej -18..
Na trasie co chwila jakiś samochód na poboczu, który nie podołał silnym mrozom
Mnie na szczęście to wszystko ominęło.Problemów żadnych nie miałem a Renia spisała się na medal!W ten sposób do celu docieram w południe.Szybki rozładunek i za chwilę jestem w domu.Włóczykij zrobił 3200km w niecałe 5dni.Wtrącę jeszcze, że we Włoszech na autostrady wyszło mi 110euro tam i z powrotem a na całą trasę koszty drogowe to około 400euro.
Podsumowując trasa poszła elegancko.Widoków Toskanii nie było mi dane zobaczyć przez padający śnieg, mimo to wyjazd zaliczam do udanych.

(Wyjazd: wtorek rano, przyjazd: sobota po południu) w trasie 5dni
Radom-Tomaszów Maz-Florencja-Tomaszów Maz-Radom
Waga:
tam: 12 ton
z powrotem: 16ton
Spalanie:
tam:28l/100km
z powrotem: 32l/100km

Na razie bez planów na kolejną trasę. Mrozy muszą zelżeć.Tym bardziej, że druga nasza ciężarówka zamarzła na Łotwie..

sobota, 28 stycznia 2012

Krótkie Niemcy

  Taaaak.. Koniec stycznia a my w tym miesiącu przejechaliśmy niespełna 6tys kilometrów.To o połowę za mało niż zwykło się normalnie robić ale taki okres, kiedy ładunków z początkiem roku jest mniej i przy okazji nakłada mi się wiele spraw na raz.
  Dwa razy Łotwa i raz krótkie Niemcy to dla mnie nic nowego i szczególnego.Jazda z taką częstotliwością 'wokół komina' to zdecydowanie nie to co lubię.Jak wilka ciągnie mnie już na dalekie otwarte przestrzenie i nieznane lądy.Tęsknie bardzo za jakąś długą trasą i odosobnieniem na dłuższy czas.Niestety nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli a mnie na sznurku trzyma głównie szkoła.Zeszłoroczne doświadczenie nauczyło mnie już, że lepiej przypilnować wszystko w terminie i potem mieć z głowy.Tak też zrobiłem i na szczęście sesyjne stresy mam już za sobą, spokój co najmniej do czerwca.Jeszcze tylko w poniedziałek niech trafi się jakiś ciekawy frachcik i zaczynamy już prawdziwą jazdę w tym roku !

Radom-Zerbst-Eilenburg-Starachowice

   Szukałem czegoś na Łotwę bo stamtąd mam pewne powrotne ładunki z Liepaji ale bitwa o dobre frachty trwa na giełdzie w najlepsze.W porównaniu do ilości ładunków wolnych samochodów jest teraz duuużo za dużo przez co stawki idą w dół.Ja wyhaczyłem sobie niedaleki kursik na Niemcy w okolice Magdeburga z załadunkiem w Radomiu także elegancko pasowało.Towarem były jakieś drewniane pudła poskładane na paletach o łącznej wadze 16ton.
 Na firmie stawiłem się raniutko o 8 ale uprzedziło mnie 7 samochodów z pewnej firmy dlatego ustawiłem się w kolejce i wyjechałem stąd dopiero o 13.Miałem przynajmniej czas na sprzątnięcie kabiny, naczepy i zrobienie zakupów.
 Zimowe warunki dały się we znaki zaraz za Radomiem w okolicach Opoczna.Przelotna śnieżyca zabieliła drogę, śnieg przymarzł do jezdni i zrobiło się niezłe lodowisko.
 Dalej to tułaczka krajową drogą nr 12 przez Piotrków, Kalisz, Jarocin by dostać się do Poznania a stamtąd już autostradą praktycznie do samego miejsca przeznaczenia.Akurat w obowiązkowej 45minutowej przerwie obejrzałem drugą połowę meczu Polska-Niemcy w piłkę ręczną.Wygrana jak najbardziej mnie ucieszyła ale z drugiej strony myśl: oby tylko nie mścili się jutro na mnie.Różnie to bywa a szczególnie w Niemczech gdzie wszystko jest dobrze jak jest dobrze a nagle z niczego może powstać wielki problem.
 Przejechałem się niedawno oddanym, jeszcze bezpłatnym odcinkiem autostrady z Nowego Tomyśla do samej granicy.Na nockę zatrzymałem się pod Berlinem.
 Rano zamiast budzika obudziły mnie promienie słońca wdzierające się do kabiny.Aż chciało się żyć!
Poranny niemiecki autobahn

Dalej do celu musiałem jechać niemieckimi landówkami





Całkiem przyjemny typowy dla tego landu krajobraz

   Rozładunek bez zastrzeżeń.Szybko i bezproblemowo.Do miejsca załadunku miałem 70km dojazdu.O 12 zameldowałem się na bramie.Czekałem do 16 na potrzebny numer referencyjny załadunku a o 18 dopiero stąd wyjechałem.

 Ładunek to jeden z tych gorszych, niewygodnych czyli papier w rolach.Przynajmniej dobrze, że ułożony był na płasko.
Jak to w Niemczech bywa na skróty przepisów się nie obejdzie.Wymagane tu było 12 pasów ale nie tych zwykłych tylko tych z dużą klamrą o większej wytrzymałości.Takich miałem tylko 5 czyli 7 musiałem dokupić.13euro jeden więc tragedii nie ma, takie pasy się przydadzą i nie zginą.Do tego jeszcze 24 ich oryginalnych narożników i niebieskie maty.Spięcie tego wszystkiego zajęło mi 50minut.Dawno tak się nie napracowałem przy zabezpieczaniu towaru ale raz na jakiś czas trochę ruchu się przyda.Całość waży 24 tony.Niewygodnie się z tym jedzie szczególnie na koleinach.Na wysokości osi postawione są dwie rolki do góry.Na zakrętach i nierównościach jezdni trzeba naprawdę uważać, ostrożniej jechać i gwałtownie nie hamować.
Rozładunek w drukarni Starachowicach ale niestety dopiero w poniedziałek o 20.Tak zostałem awizowany a awizacja w takich firmach to świętość, nie było szans rozładować tego w piątek.

(Wyjazd: środa południe, przyjazd: piątek po południu)
Radom-Zerbst-Eilenburg-Starachowice
Waga:
tam: 16ton ładunku
z powrotem: 24tony                                                            
Łącznie: 1580km
Spalanie: 33l/100km.

Cieszy też fakt, że powstaje co raz więcej blogów o tematyce życia kierowcy a szczególnie Dziewczyna w Ciężarówce ! Zapraszam do linków po prawo ;)
Do miłego !



piątek, 20 stycznia 2012

Droga do Ventspils(LV)

   Dziękuje wszystkim za głosy ! Było ich coś około 120. W kategorii 'podróże i szeroki świat' byłem w pierwszej 10, niestety przenieśli mnie do kat. 'ja i moje życie' i tu spadłem do trzeciej 10.Spróbujemy za rok.
 Miałem ruszyć gdzieś dalej a znowu wpadła Łotwa.Wyboru wielkiego nie było dlatego nie wybrzydzamy, jedziemy! Przynajmniej w miejsce gdzie byłem tylko raz(na wiosnę) i gdzie kończą się wszystkie drogi-Ventspils.

Wyświetl większą mapę
Radom-Rusiec-Ventspils(LV)-Rawa Maz.-Radom

   Załadunek w poniedziałek po południu w Ruścu koło Bełchatowa.Budowa wiatraka w szczerym polu.Dobrze, że przyjechałem trochę wcześniej, ustawiłem się trzeci w kolejce a po mnie było jeszcze kilkanaście aut.Do przewiezienia były były dźwigi, ich elementy, konstrukcje i wszystko z tym związane.Pierwsi dostaliśmy po trzy obciążniki dźwigowe każdy po 7,5 tony.Prawie pełny tonaż ale ładunek przynajmniej niski, wygodniej się jedzie.

Wyjeżdżając pod wieczór chmurki się rozpłynęły i zrobił się piękny zachód słońca.Po tylu pochmurnych dniach taki widok potrafi ucieszyć tym bardziej, że udało się go uwiecznić.Pstryknięte zza szyby.Całkiem nieźle wyszło.

   Po tygodniu stania kilometrów brakuje.Renia sama rwała z kopyta, ja w świetnym humorze więc lepiej być nie może.Nie ruszyło mnie nawet to, że stałem na wszystkich światłach bo przede mną zapalało się czerwone i to, że był duży ruch, korki, na drodze ślisko, nic! Ja sobie umieram na tydzień dla świata, odpływam gdzieś myślami i ciesze się każdą minutą jazdy.Miło się zrobiły kiedy to kolega zrobił mi zdjęcie w Ostrołęce.Dzięki!
   Poniedziałek skończył mi się w Grajewie.600km w 10h jazdy.
Wtorek rozpoczęty z wigorem.Mały stresik tylko przy polskiej inspekcji na granicy.



A na Litwie to jak zwykle lajtowo.W moją stronę pusto.Tempomat dobra sprawa, ustawiamy 85 i dumamy..
Humoru nie popsuła mi także litewska inspekcja z wagą.Czas pracy wzorowy, ważenie w porządku, dziękuje, jedziemy dalej.W 9h jesteśmy na miejscu, 10km za Ventspils, w polu.
 O poranku w środę ukazała się budowa wiatraka, na którą zwoziliśmy te wszystkie graty.

 Raz, dwa, 22 tony trzech obciążników zrzucone.Ładunek powrotny to już standard - stal z Liepaji. Jakieś 130km dojazdu na pusto.Wracając wyczaiłem fajne miejsce do zatrzymania się nad samym morzem.Lubie tak czasem stanąć tam gdzie nikt nie staje i gdzie nikogo nie ma.Tylko ja i mój wehikuł czasu.Spokojnie zjeść śniadanie przejść się nad morze i jechać dalej.Prawdziwy włóczykij!
 Bunkrów nie ma ale też jest zaje.... yy Plaży nie było ale klify robiły wrażenie:



 A taki krajobraz drogi ciągnie się przez 250km w tym jedno miasto Liepaja.Pustkowie porośnięte lasem i ciężarówka, która przejedzie raz na pół godziny.
 Droga w nie najlepszym stanie, trochę dziurawa i przymarznięty już śnieg na niej. Pług raczej tędy nie przejechał..
 Dobrze, że się nie spieszyłem bo i tak była doba przestoju. Pojawił się odwieczny problem z kasą za towar.Przelew miał przejść, nie przeszedł a bez kasy huta nic już nie da dlatego jeden dzień z głowy.Nieważne, spotkałem przynajmniej starych znajomych i było z kim pogadać.
 W czwartek po południu załadowany stąd wyjechałem.8 wiązek prętów o wadze 24 ton.
 Nie pisałem o tym wcześniej bo dla mnie to oczywiste; taki ładunek jak wszystkie inne trzeba zabezpieczyć.Ja zakładam 6 pasów mniej więcej z równym odstępem od siebie przypuszczając, że każdy wytrzymuje 4 tony.To takie moje minimalne minimum.Dla niemieckiego inspektora czy w krajach skandynawskich byłoby to zdecydowanie za mało.Taki pas to tylko materiał.Podatny na przetarcia i z biegiem czasu jego wytrzymałość spada.Do takich ładunków najlepiej mieć łańcuchy ale kto je wozi na zwykłej plandece..Po jakichś 100-150km dobrze jest się zatrzymać i wszystkie pasy dociągnąć.Przez ten czas drut się uleżał i na pewno będą luzy.Zabezpieczasz to tylko dla jakichś sytuacji awaryjnych, gwałtownego hamowania, ominięcia przeszkody.Któż wie co się stanie na drodze.Lepiej mieć i spokój.
 Tym razem wieziemy to do Rawy Mazowieckiej.Wjeżdżając do Polski zaczął padać śnieg.To dla mnie pierwsze takie typowo zimowe warunki, sypało do samej Warszawy i tu pauza.


Renia załadowana szła jak burza a przez kilka godzin zgarnęła na siebie trochę śniegu:
 A u celu już deszczowo.Lubie przyjeżdżać tu do Rawy bo nigdy nie ma kolejki do rozładunku.
 W domu jestem w piątek w południe.Planów żadnych nie ma.Odpoczywam, aktywnie ;)


 (Wyjazd: poniedziałek rano, przyjazd: piątek 12.00)
Radom-Rusiec-Ventspils-Liepaja-Rawa Maz.-Radom
                  22,5tony               24tony
Łącznie: 2300km
Spalanie: 34l/100km