niedziela, 4 grudnia 2011

Z problemami, Łotwa

Kraków-Słubice-Gorzów Wlkp.-Liepaja-Radom


Notka trochę spóźniona a wszystko przez padniętego laptopa, który teraz jest w naprawie.Ratuje mnie komputer stacjonarny ale zanim zgrałem, wybrałem i obrobiłem zdjęcia zeszło z tym trochę tym bardziej, że miałem zajęcia i czasu też na to wszystko brakowało.
     Przez poprzedni weekend samochód stał w Krakowie, też miałem tu zostać ale do domu przyjechałem pociągiem.W niedziele późnym wieczorem wróciłem.Od samego początku zaczęły się problemy.Do laptopa zapomniałem ładowarki a w nim są dwie najważniejsze rzeczy czyli nawigacja i internet.Miałem jakąś nieoryginalną w samochodzie ale nie przestawiłem napięcia a było za duże i podłączając spaliłem moduł ładowania i laptop zdechł.Trochę się podłamałem, bardziej jednak zmartwiły mnie całkowicie rozładowane akumulatory.Wiedziałem, że są na wykończeniu dlatego zostawiając samochód odłączyłem kleme ale nic to nie pomogło.Grube kable mam zawsze ze sobą, do tego potrzebna druga ciężarówka i można próbować odpalać ale stanąłem na takiej stacji gdzie raczej rzadko one tam zajeżdżają, tym bardziej był to niedzielny wieczór.Zostałem sam jak palec.Blisko był urząd celny, ale nikt nie chciał pomóc.Stanąłem na światłach myśląc, że na czerwonym któraś się zatrzyma i wtedy powiem jaka jest sprawa.40min. i nic a było już po północy i wypadałoby się w końcu ruszyć.Została pomoc drogowa, skasowała mnie na dwie stówki ale wyjścia innego nie miałem.Po 1 w nocy ruszyłem z Krakowa do Słubic.Nieprzyjemna sprawa bo głowa po sobotnich ostatkach nie była zbyt mocna i jazda nocą, którą uwielbiam teraz była męczarnią.Drzemiąc po drodze kilka razy do celu dotarłem w poniedziałek jakoś po 13.Rozładunek szybki, zajechałem jeszcze na myjnie i pauza 9h do wieczora.Ciekawy miasta poszedłem sobie na spacer po Słubicach i tak sobie pomyślałem, że Niemcy, którzy mieszkają po drugiej stronie Odry mają tutaj raj.3/4 kupujących w polskich sklepach, galeriach, restauracjach czy tankujących paliwo to właśnie Niemcy.Co się dziwić, spacer kilkaset metrów i mają taniej a większość sprzedawców niemiecki dobrze zna raczej dobrze i handel kwitnie.Wracając do samochodu zapadał już zmrok.Po tych 9h miałem sobie podjechać do Gorzowa żeby tam we wtorek raniutko się załadować.Niestety kula u nogi to baterie, które padły mi po kilku godzinach.Z obu stron byłem już zastawiony więc musiałem czekać do rana aby ktoś mi pomógł.Rano z pomocą odpaliłem i ruszyłem.Baki puste, trzeba było zatankować.Rachunek za paliwo 4tys. kasę miałem na koncie ale płacąc kartą mam limit 3tys. na dzień, dowiedziałem się o tym dzwoniąc chwile później na bankową infolinie.Dopóki nie zapłacę oczywiście nie mogłem się ruszyć, znowu strata czasu.Załatwiliśmy to przelewem na konto stacji, potwierdzenie przyszło im faksem.Zeszło z tym do południa.Telefonów od spedycji nawet nie odbierałem, nerwy na to nie pozwoliły.
Piękna, iście wiosenna pogoda i ciekawa droga wzdłuż drzew trochę mnie uspokoiły a będąc już na firmie emocje już całkowicie opadły.


 Towar to były jakieś artykuły chemiczne na paletach razem 21 ton.Załadunek z rękawa, bramka nr 2.







Mając chwile czasu zrobiłem kilka zdjęć m.in z wnętrza kabiny : )

                           
Wszystko robione przez obiektyw szerokokątny, który po długich poszukiwaniach znalazłem w domu.
Załadunek sprawny, mapa w dłoń i ruszamy.









Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja.Bez nawigacji oczywiście da się żyć ale mając ją i użytkując w sposób właściwy zdecydowanie ułatwia nam jazdę.Wiesz gdzie jesteś, czy dobrze jedziesz, zaplanujesz sobie o jakim czasie i gdzie dojedziesz, ile masz do celu wszystko sobie przekalkulujesz w miarę szybko.z mapą trwa to trochę dłużej.
Dalej trasa do Liepaji spokojna.Odcięty od świata czułem się całkiem dobrze.Czasami dobrze się tak odseparować i nie myśleć o niczym innym jak tylko o trasie przed sobą.Każdy kierowca jest tak jak w tym cytacie: "martwy dla świata, żyjący w podróży".I to jest całkowita prawda.To życie, trakerskie życie jest całkowicie inne i strasznie wciągające.Nie istniejesz dla świata, żyjesz w ciągłej podróży, normalne problemy dnia codziennego Cię nie interesują.Jesteś sam i nikt Cię buziakiem nie obudzi, nie zrobi śniadania, godziny pracy też masz raczej ruchome.Nic tylko 500koni pod sobą, za sobą 20ton, środkiem biała linia i ty.Nie każdy też to lubi a lubić to trzeba bo inaczej możesz zwariować.Ja czuje, że pochłonęło mnie to na maksa i sam już nie wiem czy to jest dobre czy złe.. do tego tematu jeszcze wrócę.
Na noc samochodu już nie gasiłem ze względu na słabe baterie.W czwartek rano dotarłem do celu.Rozładunek tyłem z rampy:









Ładunki powrotne stąd to praktycznie zawsze stal z miejscowej huty.Nie brakowało kierowców, którzy czekali tu na załadunek już kolejny dzień.W zimę nie ma tu raczej co robić.Ja dokumenty dostałem po południu jednak przed podróżą do domu zdążyłem iść nad morze.Wydmy, pusta plaża, silny wiatr, szum fal idealne miejsce dla włóczykija żeby nabrać chęci do jazdy.Na początku tygodnia było tu ciekawie.Straszne wichury, 13 w skali Beauforta mówi samo za siebie.
Zdjęcie ze statywu na dłuższym naświetlaniu:
W domu byłem raniutko w piątek.Jazda przez noc gładziutko poszła, zero przestojów, korków, tak jak lubię wracając do domu : )
Teraz trochę dłuższy postój, raczej do wtorku(nie wiem jak wytrzymam tyle czasu w jednym miejscu hehe) bo przy samochodzie trochę pracy m.in problemy z napięciem, akumulatory, klocki z tyłu i zawór powietrza, który szwankuje prawdopodobnie do wymiany.
    
   (Wyjazd: niedziela późny wieczór)
Kraków-Słubice-Gorzów Wlkp.-Liepaja-Radom
         13ton                           21ton     24tony
Łącznie ok. 2650km
Spalanie: 37/100km

Kamerka będzie już niedługo : )

sobota, 26 listopada 2011

Tydzień z trasy PL-RO-PL

Radom-Swarzędz-Słubice-Resita-Kraków
Wyświetl większą mapę

Załadowany w piątek18.11 tytoniem w kartonach w radomskiej tytoniówce w trasę ruszyłem w niedziele po południu.Tytoń było czuć w promieniu 50m od samochodu a meldując się w poniedziałek rano w Swarzędzu i wchodząc tam na hale gdzie mnie rozładowali smród tego był niesamowity, większość tam pracujących nosiła maseczki higieniczne, aż gryzło w oczy.Z rozładunkiem trochę im zeszło bo z firmy wyjechałem koło 12.Do Słubic gdzie miałem załadunek na Rumunie, było 200km a pracowali tam do 16 więc musiałem się sprężać żeby zdążyć.Oczywiście między czasie kilka telefonów dlaczego mnie jeszcze nie ma, kiedy będę i czy zdążę.Zdążyć zdążyłem okazało się, że pracują tu do 18 i cały towar ważył ok. 13ton a spedycja mówiła: min. 20ton, 18pasów, 36narożników i załadunek do 15.. i jak tu im wierzyć..
A było to 411 stołów ogrodowych na 100 paletach załadowanych tak jak poniżej:

Ogólnie czytając potem z ciekawości dokumentacje te stoły wracały na Rumunie bo były spleśniałe.Dlatego wiozłem je tam na wymianę i z powrotem zabierałem już nowe bez defektów tu na miejsce do Słubic.




Ruszyłem stąd koło 17 po południu, dojechałem do Gliwic i tam pauza 11h.
Wtorek był dla mnie długim dniem.Musiałem zrobić przegląd techniczny samochodu(nie dopilnowałem tego w domu).Jadąc na SKP(stacja kontroli pojazdów) w Katowicach trochę się pogubiłem, był most na 3,5m a wokół ulice jednokierunkowe i nie było jak uciec, musiałem cofać jakieś 200m.Stresowa sytuacja ale zdarza się, jedyne czego szkoda to zmarnowanego czasu.Jakby tego było mało ojciec musiał mi przywieźć teczkę z  dokumentami, której zapomniałem(licencje, tarcze, ogólnie wszystko co potrzebne do kontroli) do Krakowa..
Mijając granice dalej już raczej z górki.Dojazd i pauza na stacji Agip w Szeged(Węgry) gdzie mam darmowy internet.
Stąd już jakieś 40minut do granicy z Rumunią.A tam jak zwykle korki.Przekroczenie granicy w godzinach szczytu(15-19) i przebicie się przez miejscowości Arad, Timisoara to tylko dla ludzi o mocnych nerwach.Byłem na to przygotowany, nigdzie mi się nie spieszyło bo rozładunek miałem dopiero w czwartek więc z dobrą muzyką do sprawy podszedłem lajtowo:).Krótko mówiąc odcinek 280km zajął mi 9godzin..


Późnym wieczorem dojechałem na miejsce.Chwile się zastanawiałem czy to aby na pewno tu.Podjazd był stromy, droga z kamienia i dla pewności poszedłem pieszo rozejrzeć się w terenie.Powiem szczerze, że trochę się bałem, dzielnica nie wydawała się zbyt bezpieczna.Slumsowe kamienice, wokół ciemno do tego wycie psów(w Rumunii jest och pełno) podkręcało straszną atmosferę ale na bramie wjazdowej paliło się światełko.Miła starsza pani ochroniarz mówiąc po angielsku czym mnie zaskoczyła powiedziała, że śmiało mogę wjeżdżać tutaj na firmowy parking.Prace zaczynają od 8.W czwartek rozładunek, budzik nastawiony na 7 ale ruszyłem się dopiero po 10 bo wstałem z lekkim poślizgiem.

Rumunom też raczej się nie spieszyło.Zanim mnie rozładowali i załadowali międzyczasie segregując te spleśniałe stoły od tych dobrych zeszło im do15.Dobrze spiąć pasami i wracamy powoli do domu.


Resita wydała się być raczej biednym miastem.Było tu brudno, zabudowa raczej stara, stan dróg pozostawiał wiele do życzenia co widać na zdjęciach niżej:
        











Wyjazd stąd to kilkanaście kilometrów krętych dróg i lekkich górek, ale potem teren do samego Budapesztu już nizinny, prosty i gładki.







Ujeżdżając kawałek po tym płaskim terenie nareszcie trafiłem na pasterza, który pasł swoje  owieczki zaraz obok drogi.Czekałem na tą okazje jakiś rok bo zawsze albo mi się spieszyło albo było już ciemno albo padało, zawsze coś.Tym razem jeszcze było widno, pośpiechu nie ma, pusta droga więc zatrzymałem się i zrobiłem zdjęcia:





Do granicy wyrobiłem się w 4,5godziny jazdy ale bez korków się nie obeszło:
Kontrola na granicy, rumuński celnik:
Zaskoczyli mnie bo wyjątkowo niczego się nie czepili a u nich to różnie bywa, czasami są niezłe jaja ale rozpisze się o nich przy innej okazji.
Kolejne 4,5godziny jazdy to autostrada praktycznie do samej słowackiej granicy gdzie stanąłem na noc.
Przed Budapesztem na autostradzie jest jeszcze wyrywkowa kontrola wagowa na którą zostałem zaproszony:
Teraz nie miałem się czego bać bo na sobie miałem 13ton ale kiedyś ładowałem tu konserwy na paletach 24tony to dla świętego spokoju ją objechałem.Nieraz z pełnym ładunkiem może być problem z wyważeniem się, potem zostaje tylko przesunięcie ładunku w miarę możliwości albo dodatkowa opłata za przeładowanie, której wysokość czasem może zaboleć..
Na Słowacji kontrola celna, ale pytali tylko co wiozę i pochwalili ciężarówkę, że ładna.Chwile dalej zjazd na stacje i po długim dniu należyte spanko.
Piątek przywitał mnie słoneczną pogodą na Słowacji:
No ale tak pięknie nie było.Jadąc w dół po tych krętych i dziurawych słowackich drogach pęk mi przewód od powietrza gdzieś pod kabiną.Od razu zrobiło mi się gorąco bo za mną sznur samochodów a powietrze momentalnie zeszło z układu a bez niego nie ma jazdy.Szczęście, że była zatoczka przystankowa i wcześniej wrzuciłem na luz.Gdybym tego nie zrobił uziemiłbym się na amen.Samochód na biegu by nie odpalił a przy mojej automatycznej skrzyni gdzie nie mam sprzęgła, bez powietrza nie wyrzuciłbym potem na luz.Kabina poszła  do góry i zanim zlokalizowałem pęknięcie trochę zeszło.Jednak wszystkiego nie zapomniałem bo przed wyjazdem wziąłem potrzebne szybko-złączki którymi złączyłem przewód.Bez tego też ani rusz w jakąkolwiek trasę.
Teraz zrobiłem sobie spis wszystkich niezbędnych rzeczy potrzebnych na wyjazd.Przed jazdą checklista i głowa spokojna.
     W piątek wieczorem w  Krakowie kończę swój całkiem ciekawy tydzień pracy.Do domu prawdopodobnie zjadę sobie pociągiem a do Słubic ruszam w niedziele wieczorem aby spokojnie po pauzie, w poniedziałek po południu rozładować towar.Nie spieszę się bo dopiero na wtorek mam załadunek w Gorzowie Wlkp. na Łotwę do Liepaji.

(Wyjazd: niedziela wieczór)
Radom-Swarzędz-Słubice-Resita-Kraków
        19ton                   13ton     13ton
Łącznie km: 3020km
Średnie spalanie: 36L/100km

Miłego weekendu dla wszystkich i udanych ostatków : )





czwartek, 17 listopada 2011

Wilno, Litwa

Nooo, w tym tygodniu to ja się raczej nie najeździłem..
Poniedziałek stracony bo raniutko lakierowany był włóczykij na naczepie(post niżej) i nie mogłem się ruszyć.Mimo dodanego utwardzacza wszystko schło do wieczora.Piątek też odpada bo w ten weekend mam zajęcia, obecność obowiązkowa i zaległości trzeba nadrobić..
Radom-Sochaczew-Warszawa-Wilno-Suwałki-Ostrów Mazowiecka-Radom

Wyświetl większą mapę


O 5 rano we wtorek załadowany kostką brukową ruszyłem do Sochaczewa.Rozładunek tam poszedł dość sprawnie chwila potem telefon od Ojca, że jest ładunek z DHL do Wilna z Warszawy, szybka kalkulacja, nie jest daleko, jedziemy.Zaraz po potwierdzeniu zlecenia dzwoni do mnie spedycja gdzie jestem, za ile będę i żebym się streszczał bo to paczki expresowe są.Zanim dojechałem z Sochaczewa na miejsce przebijając się przez zakorkowaną Warszawę dostałem 3 telefony z pytaniem: gdzie jestem.Meldując się na bramie, czas załadunku do momentu wyjazdu z zegarkiem w ręku-40minut.Szybko sprawnie, łącznie tego było ze 3tony.I taką robotę to ja rozumiem.Pauza 9h wypadła na granicy.Awizo w Wilnie na 8 rano więc budzik ustawiony na 4 żeby o 5 wyjechać i być punktualnie.
4 rano... dla mnie to idealna pora żeby położyć się spać a nie zrywać się i jechać.Ogólnie przyzwyczaiłem się, że przed północą rzadko kiedy(chyba, że muszę) kładę się spać a rano to dla mnie 11-12.Na wszelki wypadek, znając swoje zdolności do zasypiania nastawiam dwa budziki i modle się żebym nie zaspał.Czasami mam tak, że nawet dwa nie pomogą bo we śnie je wyłączam a później budzę się i myślę sobie o kur.... znowu zaspałem hehe.Tym razem na szczęście się udało.Rolety w górę na dworze jeszcze ciemno, ziąb -5, no dla mnie to katorga żeby ruszać o tej godzinie.Oczy się kleją, moja głowa jeszcze śpi ale ten krwawy i piękny wschód słońca nieśmiało próbuje postawić mnie na nogi:















Na drodze szadź i miejscami ślisko ale ten Ukrainiec ze swoją prędkością naprawdę przesadzał.. chwile potem byłem już przed nim:















Słońce już wzeszło:













Najwyższy czas się obudzić bo dojeżdżamy do celu:

Chwile potem trochę się przygapiłem bo na rozjeździe było 70 i fotoradar, który pstryknął mi zdjęcie.. Na zegarze miałem 80-85 coś koło tego.Ciekawy jestem czy coś przyjdzie.Punktualnie docieram do celu, rozładunek ekspresowy, przedtem oczywiście dwa telefony czy już dojeżdżam i czy się nie spóźnię.
Do kraju wracam pusto bo ładunki stąd a raczej ich cena jaką oferują jest po prostu śmieszna.1,5zł/km za 24tony stali do Polski, no kabaret.. Dziękuje serdecznie.
Po Litwie jeździ się raczej płynnie ze średnią prędkością prawie jak na zachodnich autostradach ale odkąd powstawiali zakazy wyprzedzania dla ciężarówek tworzą się takie oto konwoje:


Przede mną 5 a za mną jeszcze 10 zestawów.. Co z tego, że masz pusto jak jedziesz tyle ile prowadzący peleton..
Tutejszych dróg skutecznie pilnują radiowozy z kamerami, więc każdy raczej tych przepisów jakie tu są się trzyma.Taaa, Litwini są przepisowi(czasami nawet za bardzo) ale tylko u siebie: 50 na 50, 70 na 70 a wjeżdżając do Polski na znaki już nikt nie patrzy bo przecież u nas to można zapierd......ć.. Ten sam trend zauważyłem u Słowaków i Czechów, którzy na swoim podwórku jeżdżą 'tak jak książka pisze' a u nas mimo, że nie ma gdzie testują osiągi swoich samochodów.
W Suwałkach złapałem ładunek do Ostrowa Mazowieckiego, była to płyta meblowa.Dotarłem tam o 12 i w biurze dostałem informacje, że towar dla mnie będzie o 23.No to akurat pauza do tej godziny i tak jak mówili o 23 mnie załadowali i ruszyłem do celu.W czwartek rano rozładunek i zjazd do domciu.

Wyjazd we wtorek rano, powrót czwartek po południu
Radom-Sochaczew-Warszawa-Wilno-Suwałki-Ostrów Mazowiecka-Radom
       22tony                           3tony               20ton
Średnie spalanie: 34L/100km
Łącznie kilometrów: 1380km
Nie lubię takich krótkich tras bo to jednym słowem mordęga i naprawdę ciężki kawałek chleba.No ale w tym tygodniu nie było innego rozwiązania, na szczęście przyszły rysuje się konkretniej bo mam już ładunek 'w kółku' czyli Słubice-Resita(RO)-Słubice który ładuje w poniedziałek 21.11.Wcześniej czyli w piątek rano 18.11 ładuje tytoń w Radomiu i jadę z tym do Poznania.
Coś takiego

Wyświetl większą mapę
Ale wyjazd tam dopiero w niedziele wieczór, jak na razie przede mną weekend, który spędzę głównie na uczelni ; )
Do miłego!