Kraków-Słubice-Gorzów Wlkp.-Liepaja-Radom
Notka trochę spóźniona a wszystko przez padniętego laptopa, który teraz jest w naprawie.Ratuje mnie komputer stacjonarny ale zanim zgrałem, wybrałem i obrobiłem zdjęcia zeszło z tym trochę tym bardziej, że miałem zajęcia i czasu też na to wszystko brakowało.
Przez poprzedni weekend samochód stał w Krakowie, też miałem tu zostać ale do domu przyjechałem pociągiem.W niedziele późnym wieczorem wróciłem.Od samego początku zaczęły się problemy.Do laptopa zapomniałem ładowarki a w nim są dwie najważniejsze rzeczy czyli nawigacja i internet.Miałem jakąś nieoryginalną w samochodzie ale nie przestawiłem napięcia a było za duże i podłączając spaliłem moduł ładowania i laptop zdechł.Trochę się podłamałem, bardziej jednak zmartwiły mnie całkowicie rozładowane akumulatory.Wiedziałem, że są na wykończeniu dlatego zostawiając samochód odłączyłem kleme ale nic to nie pomogło.Grube kable mam zawsze ze sobą, do tego potrzebna druga ciężarówka i można próbować odpalać ale stanąłem na takiej stacji gdzie raczej rzadko one tam zajeżdżają, tym bardziej był to niedzielny wieczór.Zostałem sam jak palec.Blisko był urząd celny, ale nikt nie chciał pomóc.Stanąłem na światłach myśląc, że na czerwonym któraś się zatrzyma i wtedy powiem jaka jest sprawa.40min. i nic a było już po północy i wypadałoby się w końcu ruszyć.Została pomoc drogowa, skasowała mnie na dwie stówki ale wyjścia innego nie miałem.Po 1 w nocy ruszyłem z Krakowa do Słubic.Nieprzyjemna sprawa bo głowa po sobotnich ostatkach nie była zbyt mocna i jazda nocą, którą uwielbiam teraz była męczarnią.Drzemiąc po drodze kilka razy do celu dotarłem w poniedziałek jakoś po 13.Rozładunek szybki, zajechałem jeszcze na myjnie i pauza 9h do wieczora.Ciekawy miasta poszedłem sobie na spacer po Słubicach i tak sobie pomyślałem, że Niemcy, którzy mieszkają po drugiej stronie Odry mają tutaj raj.3/4 kupujących w polskich sklepach, galeriach, restauracjach czy tankujących paliwo to właśnie Niemcy.Co się dziwić, spacer kilkaset metrów i mają taniej a większość sprzedawców niemiecki dobrze zna raczej dobrze i handel kwitnie.Wracając do samochodu zapadał już zmrok.Po tych 9h miałem sobie podjechać do Gorzowa żeby tam we wtorek raniutko się załadować.Niestety kula u nogi to baterie, które padły mi po kilku godzinach.Z obu stron byłem już zastawiony więc musiałem czekać do rana aby ktoś mi pomógł.Rano z pomocą odpaliłem i ruszyłem.Baki puste, trzeba było zatankować.Rachunek za paliwo 4tys. kasę miałem na koncie ale płacąc kartą mam limit 3tys. na dzień, dowiedziałem się o tym dzwoniąc chwile później na bankową infolinie.Dopóki nie zapłacę oczywiście nie mogłem się ruszyć, znowu strata czasu.Załatwiliśmy to przelewem na konto stacji, potwierdzenie przyszło im faksem.Zeszło z tym do południa.Telefonów od spedycji nawet nie odbierałem, nerwy na to nie pozwoliły.
Piękna, iście wiosenna pogoda i ciekawa droga wzdłuż drzew trochę mnie uspokoiły a będąc już na firmie emocje już całkowicie opadły.
Towar to były jakieś artykuły chemiczne na paletach razem 21 ton.Załadunek z rękawa, bramka nr 2.
Mając chwile czasu zrobiłem kilka zdjęć m.in z wnętrza kabiny : )
Wszystko robione przez obiektyw szerokokątny, który po długich poszukiwaniach znalazłem w domu.
Załadunek sprawny, mapa w dłoń i ruszamy.
Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja.Bez nawigacji oczywiście da się żyć ale mając ją i użytkując w sposób właściwy zdecydowanie ułatwia nam jazdę.Wiesz gdzie jesteś, czy dobrze jedziesz, zaplanujesz sobie o jakim czasie i gdzie dojedziesz, ile masz do celu wszystko sobie przekalkulujesz w miarę szybko.z mapą trwa to trochę dłużej.
Dalej trasa do Liepaji spokojna.Odcięty od świata czułem się całkiem dobrze.Czasami dobrze się tak odseparować i nie myśleć o niczym innym jak tylko o trasie przed sobą.Każdy kierowca jest tak jak w tym cytacie: "martwy dla świata, żyjący w podróży".I to jest całkowita prawda.To życie, trakerskie życie jest całkowicie inne i strasznie wciągające.Nie istniejesz dla świata, żyjesz w ciągłej podróży, normalne problemy dnia codziennego Cię nie interesują.Jesteś sam i nikt Cię buziakiem nie obudzi, nie zrobi śniadania, godziny pracy też masz raczej ruchome.Nic tylko 500koni pod sobą, za sobą 20ton, środkiem biała linia i ty.Nie każdy też to lubi a lubić to trzeba bo inaczej możesz zwariować.Ja czuje, że pochłonęło mnie to na maksa i sam już nie wiem czy to jest dobre czy złe.. do tego tematu jeszcze wrócę.
Na noc samochodu już nie gasiłem ze względu na słabe baterie.W czwartek rano dotarłem do celu.Rozładunek tyłem z rampy:
Ładunki powrotne stąd to praktycznie zawsze stal z miejscowej huty.Nie brakowało kierowców, którzy czekali tu na załadunek już kolejny dzień.W zimę nie ma tu raczej co robić.Ja dokumenty dostałem po południu jednak przed podróżą do domu zdążyłem iść nad morze.Wydmy, pusta plaża, silny wiatr, szum fal idealne miejsce dla włóczykija żeby nabrać chęci do jazdy.Na początku tygodnia było tu ciekawie.Straszne wichury, 13 w skali Beauforta mówi samo za siebie.
Zdjęcie ze statywu na dłuższym naświetlaniu:
W domu byłem raniutko w piątek.Jazda przez noc gładziutko poszła, zero przestojów, korków, tak jak lubię wracając do domu : )
Teraz trochę dłuższy postój, raczej do wtorku(nie wiem jak wytrzymam tyle czasu w jednym miejscu hehe) bo przy samochodzie trochę pracy m.in problemy z napięciem, akumulatory, klocki z tyłu i zawór powietrza, który szwankuje prawdopodobnie do wymiany.
(Wyjazd: niedziela późny wieczór)
Kraków-Słubice-Gorzów Wlkp.-Liepaja-Radom
13ton 21ton 24tony
Łącznie ok. 2650km
Spalanie: 37/100km
Kamerka będzie już niedługo : )




































