piątek, 18 maja 2012

Przerwa, zwalniam tempo..

   No właśnie.. przerwa.. w moim przypadku to nieuniknione. Pół roku pisania relacji z każdej przebytej trasy to wysoki poziom, którego niestety nie dam rady utrzymać a szczególnie w obecnym okresie. Nie samą pracą człowiek żyje.. Jest jeszcze wiele innych zajęć na które i tak ciężko wygospodarować trochę czasu. Połączenie jazdy, studiów, szukania ładunków, ogarnięcie samochodu, blog.. na to wszystko doba jest za krótka. Jest też życie prywatne którego my kierowcy i tak nie mamy.. Do tej pory by coś napisać musiałem coś poświecić a najczęściej była to nieprzespana noc. Każdy post to masa zdjęć, zdjęć zawsze dopracowanych, wyselekcjonowanych i obrobionych w moim stylu bez fuszerki a to wymaga czasu i jest pracochłonne..
  Przez te pół roku ukazałem tutaj kawałek Europy moim okiem, okiem kierowcy podróżnika, ciekawego świata włóczykija. Przeczytajcie w wolnej chwili jeszcze raz każdy wpis i wczujcie się w mój klimat !
  Jeśli przydarzy się coś ciekawego, coś nowego, coś o czym warto napisać i złapie mnie tchnienie na pewno to zrobię. Jak na razie szykują mi się stałe kierunki a mianowicie PL-BG-LV-PL-BG. Bloga nie zamykam, cała treść zostaje.
  W miarę możliwości ciekawe rzeczy 'na ciepło' będę aktualizował na mojej facebookowej stronie:
  Ciekawe jest to, że przez ten okres powstała masa blogów o ogólnej tematyce 'kierownicy', widać większe poruszenie co bardzo cieszy.
  Ogromny szacunek dla:
Nolibaba http://nolibab3.blogspot.com/  krótko mówiąc trucking w USA
Tkaczykowskiego http://tkaczykowski.blogspot.com/  tzw. 'krajówka'
Klaudii http://kierowniczka.blogspot.com/  dziewczyna w ciężarówce : O
KDtruck http://kdtruck.blogspot.com/  świetna robota
i wszystkich innych, którzy piszą bo robimy to dla was ! Odwalamy kawał dobrej roboty ukazującej ten zawód od środka, każdy z innej strony, każdy we własnym niepowtarzalnym stylu ! Uwierzcie mi, że pisanie, tworzenie filmów to praca na drugi etat a my oprócz ogromnej satysfakcji, która jest bezcenna nic za to nie mamy.
 Włóczykij nie umiera !

Pozdrawiam gdzieś z trasy !
Prawdziwy Włóczykij !

niedziela, 22 kwietnia 2012

Trasa do Sofii


Wyświetl większą mapę
Piotrków Tryb.-Sofia-Strazske-Radom
  Tydzień po świętach spędzony w domu lecz nie biernie a czynnie bo pracy przy samochodzie było sporo. Wymiana olejów, filtrów, klocków hamulcowych, dwóch opon przy naczepie oraz przy okazji malowanie felg co by je trochę odświeżyć. Podłączyłem też jeszcze raz oświetlenie diodowe na samochodzie bo gdzieś robiło się zwarcie. Piepszenia ze wszystkimi kabelkami żeby to sensownie, porządnie i bez fuszerki zrobić to dwa dni pracy ale opłacało się i myślę, że problemów już nie będzie.
  W kolejną traskę pojechałem z początkiem nowego tygodnia. Znowu wpadła Bułgaria ale tym razem kierunek Sofia czyli z przeprawą promową przez Dunaj. Towar ładowałem w poniedziałek rano w Piotrkowie Trybunalskim a były to płoty ogrodowe na stojakach pakowane tyłem z rampy, łącznie 6ton. O dziwo miał być to ładunek całopojazdowy ale na naczepie zostało 4metry wolnej przestrzeni. Myślę sobie no zajebiście, szukamy coś na doładunek i jakaś kasa dodatkowa wpadnie. Taaak.. Na giełdzie, ładunków trochę jest ale żeby coś możliwego załadować, coś co by pasowało to nigdy nie ma.. tu nie pasuje, tam już poszło.. Czasu mało a jechać trzeba. Szansa na ekstra fracht przeszła koło nosa i obszedłem się smakiem a pozostał tylko niesmak..
  Szybkie zakupy, torba w dłoń i na 'pełnej' z tym co mam ruszam w stronę punktu B zwanym Sofia. Wkur...nie z każdym kolejnym przejechanym kilometrem jakoś mijało bo znowu jestem za kółkiem, znowu u siebie, wśród swoich, innych gnających ciężarówek, na drodze moim miejscu przeznaczenia.. znów towarzyszy mi to dziwne i złudne uczucie wolności.. tylko ja, pod sobą 480koni a środkiem biała linia.. znowu odpływam i przechodzę w inny wymiar.. wymiar nieogarniętego życia w trasie..
  Nie obijam się. Lekko mam dlatego zapier....lam. 4h10min i melduje się na Barwinku, ostatni postój w PL, kotły tankowane do pełna, dobicie słowackiego myta i prujemy dalej. Witają nas Węgry. Wykup winietki, szybki obiad i następny przystanek to granica z Rumunią. Ta nieszczęsna granica 'Bors' gdzie bez 5euro w dowodzie, dla celników się nie obejdzie.. ale zaraz zaraz.. te 5euro mi oddaje i pyta czy mam gaśnice. Odpowiadam: jasne, że mam. No niestety od miesiąca była nie ważna.. Po kilkunastu minutach dyskusji i negocjacji musiałem dać nie 5euro a 15.. tak, tutaj nie pisze się mandatów, tu się daje i negocjuje.. a hvj, niech stracę byle nie tracić czasu i jechać dalej bo zostało 40minut jazdy..
wjazd na prom na przejściu Bechet
łączny koszt przeprawy to 122euro
w jedną stronę
 Pauza 9h. Rano twarz jeszcze zaspana, przemyta.. kawa szybko zaparzona pita już w trakcie jazdy.. i gonimy bo przecież szkoda czasu, w środę rano wypadałoby dojechać i rozładować. Z 6tonami można, możliwości jest więcej i jedziemy szybciej..




 Tak jak chciałem tak się stało. W środę zaliczam swój punkt B, zrzucam towar w Baumaxie i jestem gotowy brać kolejną przesyłkę i wracać do domu.. Gotowy owszem byłem, ładunek też nawet miałem ugadany, na Łotwę. Takie mam szczęście, że odwołali a ja zostaje na lodzie.. sytuacja się powtarza.. ładunki, tak, były, ale na ten tydzień wszystkie wybrane, wszystko na odwrót i nic nie pasuje.. środę spędzam w Sofii.. czekam z nadzieją na cud do jutra.. dobry film, dwa piwka, królewski obiad i jakoś zleciało..
  W czwartek cudu nie było.. godzina 11, robi się późno, trzeba podjąć decyzje.. wracam pusto, na Słowację a tam w piątek załadunek stalowych prętów do Radomia. Ok, gnamy niczym pędziwiatr na odcince. Pogoda piękna, widoki również, szkoda tylko, że czas naglił i wszystkie zdjęcia zza szyby:




















170km w 2,5h i jesteśmy już na promie.. łapiemy Rumunie.. do Węgier 600km.. lewy pas, gaz i płyniemy.. robi się ciemno, zaczyna padać.. wszyscy zwalniają, ty się denerwujesz bo czas, czas, czas, zawsze go brakuje.. teren górzysty.. ja mam pusto a przede mną chłopaki załadowane.. toczą się 30km/h.. chce wyprzedzić a nie mogę, droga kręta.. take it easy mówię sobie.. lecz nie na długo.. zanim Węgry to jeszcze przejście graniczne.. szofer daj no na kawu.. wszędzie daj i daj.. a masz dwa eurasy i spadaj.. ja jadę bo jeszcze tylko 290km do celu.. droga już pusta bo i godzina późna.. kryzysowa pora, oko się zamyka, trzeba się przespać.. rano zimny prysznic na naczepie i już można.. dalej.. do celu.. i jestem.. huta stali w Strazske.. nie pytajcie jak to zrobiłem bo i tak wam nie powiem..
  Godzina 14.. stal już ładowana górą.. jeszcze na wagę i po dokumenty.. trzeba czekać.. godzinę.. są.. jestem wolny.. już mnie nic nie zatrzyma.. ostatnia prosta.. przystanek na granicy na obiad.. nic jeszcze nie jadłem bo kiedy.. pojedzone to i noga ciężka ale gdzie tam.. piątek jest, powroty i na pace 24tony.. nie pogonisz.. już wyluzowałem bo po co te nerwy.. to nic nie da.. Marcin, zachowaj odstęp i już spokojnie, powoli, do domu.. jestem.. weekend.. dziękuje.

Piotrków Tryb.-Sofia-Strazske-Radom
                    6ton                  24tony
w trasie: 5dni
łącznie: około 3050km
spalanie: 31l/100km

sobota, 7 kwietnia 2012

Bułgaria


Wyświetl większą mapę
   No to pojechałem do Bułgarii.
  Załadowany w piątek 30.03 w Ostródzie zestawami kołowymi dla pociągów w trasę ruszyłem w sobotę po 24godzinnej pauzie w domu. Plan był taki aby do celu dojechać w poniedziałek uciekając w sobotę przed niedzielnym zakazem na Słowacji. Przekonany byłem, że na Węgrzech zakazu nie ma bo dla ruchu międzynarodowego i pojazdów EURO 3 i powyżej można śmigać w niedziele i święta bez problemu, niestety tylko w okresie zimowym od 4listopada do 1marca a tego już nie sprawdziłem.. Zakaz obowiązuje od 22 w sobotę do 22 w niedziele. Zabrakło mi dwóch godzin, musiałem stanąć bo nie warto chyba ryzykować mandatu o wysokości 600euro także następne 24godziny spędziłem na przyjaznym parkingu 'U Jacka' a znajduję się on kilka kilometrów za granicą Słowacko-Węgierską w miejscowości Sátoraljaújhely.
  Mamy tu wszystko co do życia potrzebne. Postój kosztuje niemało bo 8 euro, jednak w cenie jest strzeżony ogrodzony plac, prysznic, dostęp do wifi, szklanka węgierskiego Tokaja oraz piwko na dobry sen. Śmiało i bezpiecznie można tu stawać.



  Niedziela przespana do 15 a po kolejnych 24godzinach postoju i po zakazie ruszyłem stąd o 22. Długo już nie trenowana jazda nocna ale po sowitym odpoczynku oko się nie zamknęło i z formy nie wypadłem.
  Teraz na Rumunii, na każdym przejściu kserowane są dokumenty CMR wszystkich wjeżdżających tu ciężarówek. Nie wiem czemu to ma służyć. Fakt jest jeden; tworzą się gigantyczne kolejki dlatego wybrałem trochę mniej uczęszczane przejście mianowicie 'Petea' na samej górze co widać na mapce. Nadrabiam tędy jakieś 20-30km ale mam spokój z celnikami, którzy na przejściu Bors wymyślają niestworzone rzeczy by tylko wyrwać kilka euro..

  Znając drogę, nocą przyjemnie jedzie się po Rumunii. Żadne tutejsze 'wehikuły' nas nie przytrzymają i ruch praktycznie zerowy, nic nam nie przeszkadza no może oprócz nierzadko występujących dziur w drodze. W głośnikach grane ulubione kawałki, potem przełączyłem się na rumuński styl i rumuńskie radio, które zawsze mnie pobudza i wywołuje uśmiech na twarzy hehe. Nim się obejrzałem i zrobiło się widno.

  Poranek wita nas piękną pogodą i jeszcze piękniejszym krajobrazem


Dojeżdżając do Sibiu powoli odsłaniał nam się widok na pasmo Karpat



a tutaj już wjazd do krainy zwanej przez kierowców 'kanionem'








To odcinek drogi wzdłuż rzeki, w otoczeniu gór między miejscowościami Sibiu a Ramnicu Valcea.

   Chwilę dalej wybiło 9godzin jazdy. Do spania zmuszać się nie musiałem, od razu zasnąłem. Stąd do celu już tylko 400km. Po 9godzinach odpoczynku pomknąłem dalej.
  Kręty i górzysty szlak ciągnie się przez jakieś 150km. Tutaj nie podgonimy a szczególnie wtedy gdy na pace 19ton ładunku. Średnia na tym odcinki to jakieś 40km/h.
  Dalej od Pitesti ratuje nas ponad 100km autostrady. Jeszcze tylko przejazd przez 'polną' obwodnice Bukaresztu gdzie pierwszeństwo mają krzyżujące się ulice i zawsze tworzą się korki a w dzień na centurze jest to jeden wielki korek. Nocą na szczęście wszystko idzie w miarę płynnie.

  Do Ruse prowadzą nas dwa pasy. Aby przejechać na Bułgarską stronę do pokonania mamy most za który płacimy 37euro. Dziury, nierówności, wyboje, strach na niego wjeżdżać ale jak mus to mus.





  Bułgaria.. Tutaj kupujemy winietkę dobową za 7euro. Stan nawierzchni sporymi kawałkami pozostawiał wiele do życzenia. Niekiedy zwalniamy do 30km/h bo po tych dziurach więcej się po prostu nie da.
  Rozładunek miałem w miejscowości Samuil. To jakieś 10km od głównej drogi i prowadzi nas tutaj długi, 12% wjazd pod górę. Do firmy trafiłem bez problemu. Znajdowała się ona na samym początku miasta i na wysokim kominie napisana była jej nazwa. Bułgarzy tutaj nie zawiedli. Akcja z rozładunkiem trwała około godziny.
  Po ładunek powrotny pognałem do Tagrovishte i tutejszej fabryki wyrobów szklanych.

To zjazd z Samuil


panorama miasta Razgrad


główna a jednak polna droga..

i dalej do Targovishte

a tu już sam wjazd do miasta

  Wcześniej łapiąc wifi 'wygoglowałem' tą firmę, zlokalizowałem ją na nawigacji i trafiłem również bez problemu. Podając na bramie trzy magiczne słowa dane wcześniej przez spedycje: pasoboche korona poland, wjeżdżam pod wytyczoną przez ochroniarza rampę.

  Towarem było 21ton szklanych kieliszków w kartonach. Jak widać palety piętrowalne, niewygodne do jazdy. Pracowników na załadunku żarty trzymały się na każdym kroku a szczególnie po tym jak zobaczyli polską rejestracje i włóczykija na drzwiach hehe śmieszni, pozytywnie nastawieni Bułgarzy :). Plandeka przewinięta linką celną i spięta plombą.

U nas Liazy odeszły dawno do lamusa a tu nadal dzielnie pracują

  Wyjechałem stąd w środę o 17. Do Wielunia 1550km więc trasę podzieliłem na trzy odcinki. Do granicy PL wróciłem tą samą drogą a na miejscu byłem już w czwartek w nocy. Rano w piątek rozładunek i zjazd już na pusto do domu na święta :)

Jeszcze trzy z Rumunii



Radom-Samuil-Targovishte-Wieluń-Radom
       19ton                       21ton
w trasie: 7dni
łącznie: ok. 3200km
spalanie: 37l/100km

A Wszystkim życzę zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt Wielkiejnocy oraz smacznego jajka a tym, którzy jeszcze w trasie oczywiście szybkich powrotów !