niedziela, 18 grudnia 2011

jak to się zaczęło..

    "Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela.Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.
Bardzo wielu jak ja, z lodówką na plecach. Inni niosą komputery, zestawy stereo, stare meble, obrazy, maszyny do szycia, pierścionki po babci, lampy, zegary, dywany... To dlatego, że marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze owszem. Ale niech Cię to nie zatrzymuje! !!! SPRZEDAJ LODÓWKĘ I JEDŹ!!!" - Pan Cejrowski.
No to sprzedałem ową lodówkę, zrobiłem prawo jazdy i pojechałem w świat, ale od początku...
    Po maturze każdy chyba zadaje sobie pytanie: no dobra, co dalej?Babcia, rodzice, wszyscy w okół do znudzenia powtarzają: ucz się dziecko, idź na studia.Uczyłem się pół roku na Politechnice kierunek transport, potem studia w Dęblinie kierunek lotnictwo cywilne, chciałem tam się dostać do szkoły oficerskiej.Między czasie mając prawo jazdy C pracowałem jeżdżąc w firmie ojca małą ciężarówką i rozwożąc kostkę brukową w okolicy, oczywiście nie musiałem bo uczyłem się.Tatuś przecież by sponsorował beztroskie życie studenta:) ale to nie dla mnie.Pech chciał, że odpadłem na badaniach do oficerki i... i wtedy coś we mnie pękło.Zawsze staram się widzieć, słyszeć i robić jak najwięcej.W jednym miejscu usiedzieć nie mogę i nie chce robić czegoś z przymusu bo babcia czy dziadek inaczej to wszystko widzieli.Życie jest na to za krótkie i jest przede wszystkim moje i to ja za nie odpowiadam i ja czerpie z niego satysfakcje.Doskonale pasują tu cytaty Steva Jobsa:

   "Dano ci czas i nie zmarnuj go, żyjąc cudzym życiem. Nie daj się zwieść dogmatom, co polega na życiu wedle tego, co wymyślili inni. Niech w hałasie cudzych głosów nie zatonie twój własny głos. I co najważniejsze, miej odwagę, by iść za głosem serca i duszy. One jakoś wiedzą, kim naprawdę chcesz się stać." 
   "Wasza praca wypełni dużą część waszego życia i jedynym sposobem, aby być naprawdę usatysfakcjonowanym, jest robienie czegoś, w co wierzycie, że jest czymś wielkim. Jedynym sposobem na robienie wielkich rzeczy jest robienie czegoś, co się kocha. Jeśli jeszcze tego nie znaleźliście - szukajcie dalej. Nie idźcie na kompromisy. Jak w wielu przypadkach, serce powie wam, kiedy to znajdziecie. Jak w każdym dobrym związku, będzie coraz lepiej wraz z mijającymi latami. Więc szukajcie, aż znajdziecie." 

   I wtedy miałem siłę powiedzieć swoje zdanie.Zrobiłem kat. E.Sprawę miałem ułatwioną bo pracy daleko nie musiałem szukać.U siebie mamy (obecnie)3 samochody, które jeżdżą w ruchu międzynarodowym.Wsiadłem z kierowcą dwa razy w trasę, zobaczyłem co i jak a dalej sam.. no właśnie, co innego jechać gdy obok siedzi ktoś doświadczony a co innego w pojedynkę.Dodam, że to nie były trasy robione nowym samochodem, na zachód, po autostradach gdzie zarzucisz nogę na kierownice i wio do przodu.Renault Magnum 98r. i stara naczepa z 93r. tym zestawem na początku jeździłem.Pierwszy samodzielny wyjazd do Bukaresztu.Mapa, nawigacja, komplet kluczy, wszystko przygotowane przez ojca w pierwszą trasę, kilka rad i pojechali my.Radość, że w końcu sam, wolny jak ptak długo nie trwała.Nie jedziesz osobówką, wyluzowany z muzyką na full, tu prowadzisz 40tonową maszynę z ładunkiem za, który jesteś odpowiedzialny tylko TY.Wszędzie ciasno, wąsko, rowerzyści na drodze, kierowcy za których często musisz myśleć, telefony z pytaniem kiedy będziesz, kontrole inspekcji, policji, na granicy, wagi na Węgrzech, radary, stres czy jedziesz dobrze a jak źle to gdzie zawrócić? Wszędzie zakazy tonażowe, tu nie można, tam za nisko, nie zmieszczę się, to nie takie hop siup jak się wydaje.Po drodze błądziłem parę razy, utknąłem w tunelu ale dopiero wjeżdżając do Bukaresztu zrobiłem się zielony.Źle to wspominam.Ogólnie wszystko było pod górę.Zawód ten już od samego początku pokazał mi swoją najgorszą stronę.Rumunia-tu jest jeszcze pole do popisu, nie ma autostrad, dobrego oznakowania, dobrych dróg, tu jest jeszcze dziko.Druga trasa też była w tamte strony.Stałem wtedy dobę gdzieś w górach bo zima pokazała swój urok.Zacząłem w okresie jesiennym więc długo po suchym asfalcie nie pojeździłem, zaraz zaczęły się śniegi, mrozy, najgorszy okres dla kierowców a co dopiero dla świerżaka bez doświadczenia.Ile czasami trzeba było się nakombinować żeby wjechać pod górę czy napocić żeby założyć łańcuchy, jeszcze zjechać i dojechać cało do celu nie uszkadzając przypadkiem ładunku.
   Przeżyłem wypadek, podczas śnieżycy leżałem gdzieś w wysokich górach na Rumunii w rowie gdzie przez 2godziny czekałem na jakikolwiek przejeżdżający samochód, który by mi pomógł.Sprzęt którym jeździłem nie był najnowszy, pękające przewody, zamarzające zawory powietrza pod którymi trzeba było palić ognisko żeby się ruszyć, kilka razy się zakopałem bo wjechałem tam gdzie nie trzeba.Tego nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć żeby zrozumieć a zrozumie to tylko drugi kierowca..To wszystko wydarzyło się w pierwszych miesiącach jazdy, prawdziwa szkoła przetrwania.Jasne, miałem chwile zwątpienia i zadawałem sobie pytanie: w co ja się k...wa wpier....łem??Przecież mogłem siedzieć w domu i leżeć na kanapie przy kominku, ale zawsze miałem dziwne uczucie, że będzie dobrze, coś tam na górze nade mną czuwa a wszystko dzieje się po to abym zobaczył o co w tej branży naprawdę chodzi, żebym poczuł smak bycia prawdziwym kierowcą, który poradzi sobie w każdych warunkach a satysfakcja z pierwszego dostarczonego ładunku-tego nie da się porównać z niczym innym:) Dałem rade, teraz jest o wiele łatwiej.Jeżdżę praktycznie nowym samochodem, wiem co i jak się odbywa, trochę pewniejszy siebie wykonuję tą prace z ogromną pasją.Nie każdy się do tego nadaje i nie każdy się w tym spełni.Ten zawód jest najlepszy dla samotnika na, którego nikt nie czeka.Twoim pierwszym domem staje się kabina bo w drugim spędzisz kilka dni w miesiącu.Zazwyczaj jeździsz samemu przez co tracisz kontakt z ludzmi.Ze znajomymi umawiasz się tydzień przed spotkaniem a i tak nie jesteś pewny czy dotrzesz na czas.Nie budzi Cię słodkie: kochanie jeszcze śpisz?Już 9!Na to musisz się przygotować bo inaczej nie dasz rady.Z drugiej strony to strasznie wciąga bo po kilku dniach w domu nie możesz znaleźć sobie miejsca, zaczyna czegoś brakować a tym czymś jest kierownica i wyjazd w następną trasę.Praca ta polega m.in. na samodzielności.Niekiedy musisz wykazać się sprytem, wytrwałością i cierpliwością podczas jakiejś awarii, problemu.Przede wszystkim najważniejsza jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za to co robisz.Na drodze nie jesteś sam, jedziesz zestawem wartym 200tys. zł a czasami więcej + ładunek, który nieraz przewyższa kilkukrotnie wartość samochodu.Trzeba zdać z tego sprawę.
    Praca jak każda inna składa się z rzeczy przyjemnych i tych mniej przyjemnych.W moim wypadku poziom zadowolenia wzrasta wraz z poziomem trudności.Zdarzyć się może też, że weekend spędzisz gdzieś na plaży w Hiszpanii albo na autostradowym parkingu.
   Może magistra jeszcze nie zrobiłem ale podróżuję, uczę się zaocznie na kierunku transport, czytam, poznaje świat i kto wie co mi przyjdzie do głowy za jakiś czas.Nic nie planuje bo nie lubię, robię to na co mam ochotę  a co jak pasja minie?Znajdę inną prace, też pasjonującą.Bo o to w życiu chodzi żeby zrobić coś pożytecznego, zostawić jakiś ślad, komuś pomóc a jednocześnie mieć coś dla siebie.Na razie czuję głód tego zawodu i na nim głównie się skupiam.Jeżdżę i pisze dla was bo sprawia mi to wielką frajdę i z tego czerpie przyjemność.To jest to, ten styl życia kierowcy, mi się to podoba, i prawdopodobnie kiedy zmienię zdanie będzie już za późno...
  

8 komentarzy:

szluga pisze...

wielki szacunek

Anonimowy pisze...

piękne słowa!

krystian pisze...

szacun kolego szacun a kiedy ja bede dobrym kierowca jeszcze dluga droga pozdrawiam

BlinQ pisze...

Od niedawna czytam Twojego bloga i jestem pod nieziemskim wrażeniem. Moja historia z życia przebiegła wręcz podobnie, z tym że ja zacząłem studia i ich nie ukończyłem, bo nie czułem się swój w kierunku który studiowałem. Kasę przeznaczoną na naukę wywaliłem na prawko i tak się zaczeło. Najpierw dzikie wyjazdy na zachód nie mając jeszcze KW. Później i to zdobyłem płacąc astronomiczne 4 tys zł za 2 papierki. I od tamtego czasu sam śmigam, już rok, na zestawie. Ja znalazłem dobrą pracę na kraju i jestem w stanie pogodzić życie trakerskie z życiem rodzinnym, choć na samym początku nie było łatwo. Też strzelały mi poduszki w środku nocy, też leżalem upaćkany kilka razy pod ciężarówką a szef przez telefon mówił co mam zrobić żeby odpalić zimą. W tym zawodzie jest coś, co nas pociąga do tego, a jednocześnie łączy, nie tylko jak radio CB. To pasja, styl życia dzięki któremu przemy dalej. Powodzenia kolego.

MikeVNVolvo pisze...

Hello Marcin...
Jakze swietny post napisales,jak bym siebie widzial jak zaczynalem w 1989' tak to wszystko prawda co piszesz i potrafi to tylko ten zrozumiec co mial z tym doczynienia. Dla wielu osob to istna fantazja jak im sie wydaje;)....Ale te zycie za kierownica nie jest takie rozowe i uslane kwiatami. odpwiedzialnosc za ladunek a tym bardziej swoje bezpieczenstwo tez wchodzi w rachube i ma to ogromny stres na Twojej glowie...Jak jezdzilem jeszcze w Polsce w 89' to mialem taki przypadek ze zostalem napadniety na Slasku na drodze bo ten co mnie ladowal sprzetem RTV nadal robote na mnie...wyciagneli mnie z szoferki jak psa i zaczeli bic i skonczylo sie kradzieza a ja sam bylem przywiazany do drzewa,ciezko pobity oraz ranny czekajac na swoja smierc...bylem w tym lesie sam 2 dni bez wody i zadnej pomocy z ogromnym bolem...Znalezli mnie ludzie co byli na grzybach im zawdzieczam zycie...Takie sa uroki bycia kierowca...Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz gratuluje podzielenia sie z Nami swoim zyciem....Dziekuje...Mike

Snufkin pisze...

Dokładnie tak jak mówicie BlinQ i Mike a kradzieże, napady to normalka na zachodzie a szczególnie w Hiszpanii.Jeżdżąc tam stawałem tylko na oświetlonych, dużych parkingach a i tak wróciłem do domu z pociętą plandeką.. Tak czy inaczej, mimo wszystko, kochamy tą robotę ;) powodzenia tam Mike na amerykańskich autostradach

Anonimowy pisze...

wieli szacunek za to że piszesz i inni mogą to przeczytać
pozdrawiam forumowicz WC

RAFI-71 pisze...

Super wpis. Kolego praca kierowcy była moja pasja od pierwszej trasy jaka odbyłem z ojcem pamietnym STAREM 29. Potem dluga walka z rodzicami z zona o akceptacje tego zawodu. Pasje do tego zawodu nosiłem w swoim sercu załe życie Kiedy w tym roku zdobylem wszystkie uprawnienia i kolega posłał mnie w kilka tras na podwujnej obsadzie wiem ze to jest ta praca która chciałem zawsze wykonywac. Teraz szukam pracy jako kierowca . Po to są marzenia aby je spelniac jedna cześc juz spełniłem pozostała druga częsc.Pozdrawiam