środa, 8 lutego 2012

kierownica - pasja, praca, zamiłowanie a może przekleństwo i kwestia przyzwyczajenia?

   Stoję gdzieś na parkingu. Wokół mnie pełno ciężarówek, kolegów po fachu. Firanki zasłonięte, wszyscy śpią bo przecież rano trzeba wstać i gonić kolejne kilometry do celu, a ja? Nie mogę usnąć chociaż jutro długi, ciężki dzień i szmat drogi prze de mną. Chyba dziś jest pełnia.Tak, na pewno jest, może dlatego.
   Siedzę i dumam nad życiem, nieubłaganie upływającym czasem i dniami, które spędzam w kabinie, swoim drugim domu gdzieś hen hen daleko.. W głowie tysiące myśli a ja zadaję sobie pytania: cóż takiego jest w tej pracy? Co mi daje do tego taką siłę by wykonywać ten zawód a nie inny? Czy to jest czegoś warte? Przecież to wcale nie jest łatwe i bezpieczne. Kierowca to w tych czasach żadne prestiżowe zajęcie a przy okazji rujnuje nam życie rodzinne i prywatne bo co możesz zrobić w sobotę czy niedziele? Tylko odpocząć. A jednak trwamy w tym i pozostajemy wierni mimo przeciwności losu. Niejednokrotnie mówimy: to już ostatnio kurs, teraz chwila wytchnienia a gdy już jesteśmy w domu wszystko nas drażni, nie możemy znaleźć sobie  miejsca i co? I jedziemy, uciekamy od tego dnia codziennego, którego nie jesteśmy w stanie znieść.
  Dla normalnego człowieka jest to nie pojęte bo jak można spać w samochodzie, gotować na butli turystycznej czy kąpać się pod prysznicem na stacji? A dla nas codzienność. Kierownica, autostradowy parking i droga ciągnąca się w nieskończoność przez nasze całe życie. Kołysanką jest dla nas szum samochodów mknących przed siebie a budzikiem nie słodkie: kochanie wstawaj już 9! Tylko dźwięk odpalanego silnika samochodu kolegi stojącego koło nas. Potrafimy rzeczy, o których zwykły Kowalski nie ma bladego pojęcia, i on widząc ciężarówkę widzi tylko przeszkodę, którą jak najszybciej trzeba ominąć. Nie zdaje sobie sprawy, że tam siedzi człowiek. Nie wie on ile ta praca dla nas znaczy, czym jest ani jak wygląda, nie zastanawia się nad tym bo po co? A dla nas to często całe życie, zawód który daje kopa, czasem zastrzyk adrenaliny i sytuacje ekstremalne gdzie jesteśmy zdani tylko na siebie. Nie wie też jakie to wyzwala w nas emocje: pozytywne ale też przeplatane tymi negatywnymi. Nawet znajomym nie chce mi się już opowiadać co tam w trasie bo i tak pewnych rzeczy nie zrozumieją.. Człowiek żyjący na miejscu, w domu po prostu tego nie chwyta w przeciwieństwie do tego co siedzi w transporcie od lat i wie na czym to polega.
  My Jesteśmy zwierzętami drogowymi, dla których pokarm to przebyte kilometry. Gdy ich nie pokonujemy, umieramy. Dni się zlewają. Wtorek, środa czy niedziela w trasie każdy jest taki sam a w domu jaki by nie był jest dniem odpoczynku. Sam już ich nie liczę.. Przyjeżdżam i nie mam co robić. Spotkanie z kolegami, jakieś wyjście na miasto, do klubu i tyle. Trzeba jechać dalej bo w głębi duszy nie czujesz się już dobrze w tłumie ludzi, nie ma za bardzo o czym pogadać a w głowie masz już następną trasę. Którędy pojechać, gdzie stanąć. Jeszcze wcześniej nie wyobrażałem sobie weekendu w trasie a teraz? Już obojętne. To naprawdę poważny temat z którego na początku nikt nie zdaje sobie tak naprawdę sprawy..
  Mieszkam obok ruchliwej drogi i kiedyś patrząc wieczorem na śmigające ciężarówki myślałem: jak oni mają dobrze, gdzieś sobie jadą a ja wbity jak kołek, w miejscu. A teraz widząc domy i światła w oknach przechodzi myśl: siedzą sobie, z rodziną, przy kominku a ja błąkam się gdzieś po Europie..
  Zastanawiam się co jest w tym takiego co tak silnie wciąga i uzależnia. W chwilach jak ta szukam w tym sensu. Czuje, że zaczyna się we mnie budzić bohater romantyczny i tragiczny w jednym. Dobre to jest czy złe? Czy trafi się osoba płci przeciwnej, która potrafi mi to wybić, tą jazdę choć trochę z głowy? Czy w ogóle będę jeszcze umiał siąść po ludzku w domu przynajmniej na miesiąc?
  To jest pasja? Zamiłowanie? A może przekleństwo? Czy tylko kwestia przyzwyczajenia?

22 komentarze:

marcinbcaaa pisze...

Obawiam się że druga połowa musi wbić sobie to do głowy a nie wybić:)heh
Wszstko po trochu. Ładnie to opisałeś:) Życie to nie tylko kasa, każdy powinien robić to co kocha...
Pozdrawiam. Czekam na kolejne wieści:)

Michał Maj pisze...

Ja myślę, że to jest normalne w każdym zawodzie i każdy kto robi to z pasją to ma. Ja też często narzekam, że muszę siedzieć godzinami przy komputerze, "płaczę" i mówię - nigdy więcej. Raz nawet postanowiłem to rzucić, ale po dwóch miesiącach wróciłem do tego.

To jest jak z kobietą. czasem denerwuje, ma się jej dosyć, ale wraca się do niej, bo po prostu się to kocha :)

Anonimowy pisze...

super post cos w tym jest . Do zobaczenia na szlaku

Anonimowy pisze...

Witam

Byłeś w Tczewie ? Ja tutaj mieszkam, można wiedzieć gdzie i co ładowałeś ?

Anonimowy pisze...

bohater romantyczny mieści w sobie cechy tragiczne, także to tylko tyle, tak dla formalności :)

Snufkin pisze...

Jestem jeszcze w Tczewie, Jagielońska 55, firma M+P ;)

mobil1994 pisze...

Nic tylko szczera prawda ;]

Zapraszam do siebie ;]

Anonimowy pisze...

sądzę że twoja druga połowa powinna mieć takie same zamiłowanie co ty! A to jak z każda inna pracą: inni przesiadują przed komputerami w pracy bo to po prostu lubią, lekarze (oczywiście ci z zamiłowania) przesiadują nadgodziny w szpitalu dlatego ze to lubią a nie dla kasy a my kierowcy przesiadujemy ciągle w kabinie tylko dlatego jak inni bo to lubimy. To my się pracy trzymamy a nie praca nas. Zawsze można z czegoś zrezygnować i pójść w innym kierunku. Ale czy po odejściu nie wrócimy i stwierdzimy że to jednak coś więcej niż praca. Szerokości kolego:)

Anonimowy pisze...

posto ogólnie bardzo fajny, ale ciekawe co pomyślą Twoi znajomi jak to przeczytają i którzy wiedzą ze masz takie przekminy w głowie ale dowiedzą się ze rozmowy z nimi Cię nudzą... itp.
niektórzy na pewno sie starają żeby Cię zrozumieć i cieszą się jak się z nimi dzielisz tym co przeżyłeś...

Wszystko Co Kocham !!! pisze...

Zajebisty post ..wszystko ująłeś co nam chodzi po myslach..to znaczy nam kierowca ..przynajmniej mi ..hehe..pozdrawiam

etazonk pisze...

Lepiej bym tego nie wyraził.....powodzenia!

Klodex pisze...

Coś w tym jest. Tak jak opisałeś magia, pokarmem są kilometry. Wątpię aby ktoś mógł to wybić z głowy. To jest jak narkotyk. Próbujesz mało ale nagle cię to pochłania, że nawet nie wiesz kiedy, ale to taki pozytywny narkotyk :) Co do twojego pytania uważam, że jest pasja oraz zamiłowanie bo człowiek, który nie kocha ciężarówek, nie kocha jeździć nigdy nie będzie się czuł w tym zawodzie ciepło, przyjaźnie i nie będzie odczuwał przyjemności z wykonywania tego zawodu.
Więc trzymaj się ciepło, szerokości na trasie.
Pozdrawiam :)

.:::Binek:::. pisze...

Marcin coś w tym jest. Powiem Ci że masz podobny tok rozumowania jak ja. Też mieszkam koło dwóch firm transportowych. Przychodzi niedziela wieczorem kierowcy ruszają a ja czuję coś takiego w sobie trudno to jakoś nazwać ale coś takiego siedzi w człowieku i mówi dlaczego ja nie mogę jechać ile jeszcze trzeba na taki moment czekać.A co do tych opowieści masz rację czasami lepiej zrozumie Cię kolega po fachu niż rodzona matka czy ojciec,bo po prostu nie wiedzą że tak powiem "czym się to je".
Co do zawodu kierowcy sam kiedyś byłem młody i też mnie to kręciło mając 11 lat pojechałem w trasę i powiedziałem więcej do ciężarówki nie wsiądę. Jednak po spędzonej nocy w domu znów mnie ciągnęło na szosę możecie się ze mną nie zgodzić ale każdemu człowiekowi jest pisane co innego jeden jest kierowcą a drugi ma inny zawód,takie życie.

Anonimowy pisze...

No, dobry post, a mam takie pytanie, bo słyszałem, że byłeś w firmie balexmetal na pomorzu k. Wejherowa nie wiem dokładnie kiedy, ale szwagier mi mówił, trochę pewnie czekałeś, bo zawsze tam kilkanaście zestawów czeka:)

Snufkin pisze...

Tak, byłem tam chyba na początku września ze stalą z Łotwy. Hehe pamiętam spoko ochroniarza który profilaktycznie wciągał sobie tabaczke ;)

Maciej Tkaczyk pisze...

Czuje się jakbym przemówił przez Ciebie :D Widzisz, wszyscy jedziemy na jednym wózku, mamy te same problemy, jesteśmy driverami i wszyscy jesteśmy tacy sami!

Anonimowy pisze...

Bloga obserwuję od początku. Opisy tras jak i zdjęcia są rewelacyjne. Powyższy tekst jest bardzo trafny, mimo iż jeszcze nie jeżdżę, często nachodzą mnie podobne refleksje...
Mam wrażenie, że mocno inspirowałeś się wpisem pochodzącym z innego bloga :).

W tym trudnym dla transportu okresie, życzę samych dobrych frachtów i jak najmniej problemów.
Pozdrawiam, szerokości !

MikeVNVolvo pisze...

Trucks fascinate me.Always have.They're a perfect combination of raw power and freedom.When i was very little,spark lit up inside me.I knew trucking was my game.That spark is still burning;) My job is my biggest interest,it's in my DNA;) I know that when i'm done loading i get to climb up behind the wheel and drive 1200 kilometers.That feeling is what makes me love my job;) New faces,new places.I let the road guide me.Driving trucks runs in my familly.It's probably the reason why i got started in the first place;) But the love of the work and the pride i feel for my truck are what keeps me going.Every day feels new.I mean,every day gets me going in a different way.The freedom i get on the road makes us come back to it again and again...I hope you All like it;) Cheers...Mike
Ps. To taka motywacja dla przyszlych truckerow;)
Marcin swietny post i szczera prawda to co napisales i powiem Ci jeszcze ze juz nie jeden stracil przez to rodzine bo nie potrafil wybrac i postawic Wszystkiego na jedno...Dzieki osobiste bo slowa ktore napisales sa tym samym co ja czuje w srodku mnie jak jestem daleko poza domem...Tesknota i chec porzucenia tego zawodu jest ogromna ale jak przyjdzie mi wyjechac ponownie w droge to jade bez zastanownienia sie i usmiechem na ustach...Jednego moge zyczyc kazdemu z Nas zebysmy zawsze mogli szczesliwie wrocic do tego jaki kolwiek ma nie byc ten dom to zawsze jest i bedzie Nasz dom...Szczesliwych tras zycze Wam Wszystkim...Mike...Toronto,Canada.

Rafal Zazuniuk pisze...

Często mam podobne przemyślenia i teraz jestem przekonany że nie jestem sam, który ma podobny tryb myślenia ;)

Anonimowy pisze...

Genialnie ujęte myśli.Sam wróciłem z dwutygodniowej trasy, pomimo iż byłem tylko pasażerem to tez mnie ciągnie. Jak pomyślę sobie ze tato teraz gdzieś gna a ja siedze w czterech ścianach to mnie rozrywa coś w środku i mi w pewnym sensie szkoda.W przyszłości też mam zamiar zostać kierowcą, pomimo tego że wiem jakie są tego konsekwencje.
pozdr i szerokości.

Kuba pisze...

Witam,
nieźle opisane..., zawsze myślałem, marzyłem, żeby jeździć, kiedy w końcu tego dokonałem byłem bardzo szczęśliwy. Z czasem moje zadowolenie spadało, jak patrzę z perspektywy czasu składało się na to wiele czynników, ale też trudno określić, jaki był tym, który zaważył, chyba wszystkie po kolei złożone w całość...
Po blisko 3 latach zrezygnowałem z takiego życia, zrezygnowałem z jazdy dużym zestawem i mieszkania w kabinie. Wróciłem do nauki, rozpocząłem studia zaoczne na Politechnice Poznańskiej, podjąłem się pracy kierowcy na aucie o dmc do 3,5t, i ma się rozumieć każdą noc zacząłem spędzać w domu. Po jakimś czasie, zmieniłem pracę - siedzę teraz za biurkiem, jednak praca nadal ściśle związana z transportem i autami ciężarowymi.
Od jakiegoś czasu coraz bardziej ciągnie mnie z powrotem za kółko, chyba jednak w tej pracy czułem się najlepiej, zastanawiam się coraz poważniej nad powrotem, koniec studiów zbliża się...
Ta praca ma w sobie coś takiego, czego sam nie rozumiałem przed jej podjęciem i chyba również nie do końca rozumiałem w trakcie jej wykonywania...
Zobaczymy, może jeszcze kiedyś spotkamy się na szlaku.
Pozdrawiam.

Dan iel pisze...

Kolego jeśli nie musisz i nie czujesz że potrzebna Ci druga połowa to jej nie szukaj to tylko same problemy a i tak nie wiele byście się widzieli. Nie porzucaj te pasji bo i tak do niej wrócisz nigdy nie byłbym szczęśliwy mając rodzinę i siedząc domu wychodząc na ulice widział bym przejeżdżającą ciężarówkę i miałbym ochotę zostawić wszystko i wsiąść do niej byle ruszyć przed siebie. Do tego stylu życia psuje być wolnym jak ptak nie marnujsz zarobionych pieniędzy zostawiając je rodzinie która za nie żyje a ty nic z tego że jeździsz nie masz najlepsza opcja to pasja + korzyść z niej którą ma się dysponując nią tak jak Ci się tylko podoba bez zrzędzenia i ograniczeń. Pozdrawiam